|
|||||
Komentarz do poczynań naszych młodszych braci w fanatyzmie
Po prostu Baridas
Niech mnie kule biją, jeśli Kwame Nkrumah, jeden z tych kilku genialnych panafrykanistów, nie przewraca się obecnie w grobie. Możliwe, że z niemego zachwytu, choć bardziej prawdopodobne, że z dzikiej wprost niewygody. Efektem przeprowadzonego w dniach 20 - 23 kwietnia referendum narodowego jest rozbicie tzw. unii ekorskiej - niefortunnego małżeństwa nierównorzędnych partnerów politycznych. Nie jest już dłużej Baridas kolonią Dreamlandu.
Dobiegła zatem końca kilkumiesięczna gehenna narodu umęczonej republiki. Zasłużenie triumfuje Majkel Bumbum, czołowy piewca idei niepodległego Baridasu. Bumbum, wzorem swego afrykańskiego przewodnika ideowego, który pokończył był zachodnie uczelnie, wyhodowany został na dreamlandzkim chlebie, a nawet w poczet lokalnej szlachty włączony. W sprzyjających okolicznościach historycznych nasz bohater wykrzesał z siebie maksimum talentu oratorskiego i, samiuteńki, przed niewzruszonym majestatem Jego Królewskiej Mości wygłosił dość nikczemne przemówienie, proklamując niepodległość swej świetnej krainy.
W obliczu jawnej niesprawiedliwości [...] wobec złego traktowania Baridasu i jego obywateli, wobec błędnego postępowania JKM Artura I Piotra [...] zrywamy unię z Koroną. [...] Wolny Naród Baridajski zrzuca jarzmo tyranii!!! Tyle, jeśli chodzi o zaczyn ruchawki.
Treść wspomnianego oświadczenia nie pozostawiała żadnych złudzeń co do politycznej przyszłości Baridasu. W pewnym momencie głos zabrał cudownie zmartwychwstały prezydent republiki, który, posiłkując się dość niejasnymi konstrukcjami słownymi, jął odżegnywać się od samozwańczych wyczynów swego przedmówcy. Dawało to pewne szanse na prolongatę polityczno - ekonomicznej eksploatacji państewka. Dalsze drenowanie baridajskiej społeczności nie przedstawiało chyba dla strony dreamlandzkiej większej wartości, skoro sam Król rozpisał odpowiednie referendum. Sprawa była z góry przegrana, z czego zdawali sobie sprawę nawet najwięksi optymiści Krainy Marzeń.
Mieszkańcy tego zacnego kraju uznali, iż są gotowi do samodzielnego kontynuowania swojego politycznego istnienia - napisał w przesadnie serdecznej proklamacji król Dreamlandu. Równie kordialne refleksje opublikował Pękosław Wspaniały, światły przedstawiciel baridajskich wyzwoleńców. Pan Pękosław podziękował za miłe chwile spędzone
razem na czatach i za ciekawe dyskusje [...] na liście oraz za wspólną rywalizację sportową.
Fakt, że zdumionemu rozwojem wypadków obywatelowi Królestwa zabrakło motywacji do bardziej energicznego działania, zrzucić należy na karb nieznajomości przekazu starotestamentowego. Brutalny i niespodziany rozbrat z Baridasem odbił się szerokim echem w zdeprymowanym społeczeństwie dreamlandzkim, które niepomne egipskiej myśli imperialistycznej, zreflektowało się zupełnie poniewczasie. Przytomność umysłu zachował jedynie Albon, zresztą były premier, który w kierunku uchodzących Baridajczyków rzucił kilka ironicznych, czy quasi-ironicznych, słów. Odkrzyknąć mu miał, już z oddalonej o cale mile morskie szalupy, Piotr Krause: Do twoich drzwi już puka snajper! Musi czytelnik wiedzieć, że typowy Baridajczyk, choć czasem szorstki w obyciu, to prawdziwy dżentelmen. Zawsze puka, zanim strzeli w pysk.
A Bumbum może zostać w Dreamlandzie. Nkrumah, choć pan Ghany, zmarł jako współprezydent Gwinei. Obok Sekou Toure, innego boga wolnej Afryki.
(Jacques de Brolle)