Nr 35
Arona, maj 2005
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: debrolle@poczta.fm

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11

Dreamlandczyk Roku 2004: Edward Krieg
Wicekról

To chyba Louis Barthou napisał przed laty, że prawdziwy polityk kończy się w chwili własnej śmierci. Nie wcześniej, choćby cały świat życzył sobie innego scenariusza. Odbierzmy tej przedziwnej istocie dostęp do mównicy, a prędzej czy później niechybnie natrafimy na kunsztownie wydany tom - najpewniej jeden z minimum pięciu - ckliwych wspomnień emerytowanego półboga.

Gdy w pierwszych dniach października ubiegłego roku Edward Krieg gasił światło w gabinecie premiera Rządu Królewskiego, co przytomniejsi obserwatorzy dreamlandzkiego życia publicznego mówić mogli o końcu pewnej ery. Jakkolwiek tu i ówdzie szeptano, że znużony patriarcha zastrzeże sobie ograniczony wpływ na proces decyzyjny w Dreamopolis, nie było chyba w stygnącym królestwie nikogo, kto wiązałby swoje nadzieje z cokolwiek skapcaniałym Marszałkiem Dworu. Prawdziwa była chyba opinia Williama Cromwella, serdecznego nieprzyjaciela Edwarda Kriega, iż byłemu premierowi zupełnie opadły moce witalne i intelektualne. Jałowe to były dysputy, albowiem rychło miało się okazać, ze nasz znakomity bohater nie ma najmniejszego zamiaru rozstawać się z politycznym Olimpem.

Jak stawał się Krieg

Gdy Edward Krieg wkraczał na salony wielkiej polityki, Dreamlandem rządził, przynajmniej formalnie, osobliwy duumwirat złożony z margrabiego Piotra i księcia Nimitza, odpowiednio: premiera oraz regenta. W Rządzie Królestwa zasiadały wówczas takie gwiazdy rodzimego życia publicznego, jak Edward hrabia Rey i Marcin margrabia Kamola - współtwórcy tamtego Dreamlandu. W pierwszej połowie 2001 roku Edward Krieg wstąpił w szeregi centroprawicowej Dreamlandzkiej Partii Sukcesu.

Lepszego momentu na polityczną inicjację niespokojny duch przyszłego premiera nie mógł sobie wyobrazić. Ferment i gęstniejąca atmosfera zbliżających się zmian sprzyjały konsolidacji tradycyjnie zatomizowanej społeczności dreamlandzkiej. Krystalizowały się wówczas najróżniejsze wizje przyszłego ustroju państwa. Przygotowywano kolejne projekty nowej ustawy zasadniczej. Co ciekawe - w owym czasie Królestwo Dreamlandu mogło się pochwalić pięcioma ugrupowaniami politycznymi, z których cztery największe: Dreamlandzka Partia Demokratyczna, Dreamlandzka Partia Monarchistyczna, Dreamlandzka Partia Umiarkowanego Optymizmu oraz Dreamlandzka Partia Sukcesu zrzeszały

łącznie blisko setkę obywateli. Nie trzeba chyba dodawać, ze o zbliżeniu się do tamtych liczb niepodobna dziś marzyć.

Program

Krańcowo ironicznym musi się jawić prosty fakt, iż wspomniana Dreamlandzka Partia Sukcesu, ów inkubator światopoglądu Edwarda Kriega, zorientowana była na konsekwentną decentralizację państwa, czego logiczną konsekwencją był statutowy zapis o osłabieniu wpływu władzy centralnej na politykę i gospodarkę prowincji rozległego państwa. Mamy zatem do czynienia z zabawnym paradoksem, albowiem przeciętny Dreamlandczyk kojarzy Kriega raczej ze Stronnictwem Federalnym, formacją z programowo drugiego bieguna. Dziś widujemy szlachetnego diuka jedynie w królewskich apartamentach. Na solidnym biurku poczciwego oligarchy znajdziemy opasły organizer w wizytówkami szefów rządów zaprzyjaźnionych mocarstw; obok - otchłanne szafy z kilkoma tuzinami krawatów na mniej lub bardziej oficjalne okazje, a pewnie i niedbale ciśnięty na szezlong jedwabny szlafrok ze złotymi gryfami w ekwilibrystycznych pozach. To wszystko widzimy i niczemu się nie możemy dziwić. Rzecz godna uwagi: ogrodnik opiekujący się jednym z wirydarzy pałacu Ekhorn wyjawił mi w wielkim zaufaniu, że osobnik odpowiadający rysopisowi naszego bohatera podróżuje jedynie w specjalnej lektyce.

A skąd ów radykalizm w programie pierwszej partii legalisty Edwarda Kriega? Dreamland zna kilka przykładów podobnej metamorfozy. Pamiętajmy o tzw. fazie republikańskiej w ewolucji światopoglądu drugiego króla Dreamlandu. Nie zapominajmy o Bartłomieju Jasińskim, zagorzałym monarchiście, obrońcy Domeny Królewskiej i premierze (2001 - 2002), a zarazem - o ironio! - równie bezkompromisowym antymonarchiście, przeciwniku Pałacu Królewskiego i rządu federalnego (2002-2004).

Trudno dziś dociec, jaką rolę odgrywał Edward Krieg w DPS. Cudów pewnie nie czynił, cos przecież dotarłoby do potomnych. I ja takich cudów nie pamiętam. Sama Partia, samodzielnie rządzona przez Piotra Kozaneckiego, zwolennika "państwa minimum", wyróżniała się bezdyskusyjnie najmądrzejszym programem politycznym.

W szczytowym okresie DPS liczyła dziewiętnastu członków, w tym m.in. Geralta z Cintry, Chemika oraz - rzecz frapująca - niejakiego Jana Kulczyka. Sam Krieg przez długie miesiące pozostawał w cieniu. Umiarkowany, konserwatywny w zapatrywaniach, ostrożny w wyrażaniu opinii, jakby czekał na lepszy czas. Flirtował z Muzami. Gdy w lipcu 2003 roku niespodziewanie dla wszystkich stanął na czele bezustannie krytykowanego Rządu Królewskiego, jawił się jako główna nadzieja obozu rządzącego na poprawę mocno już nadszarpniętego wizerunku publicznego.

Warto odnotować, iż ambitny poprzednik Kriega, Pavel Svoboda, określany był mało wyszukanym mianem "marionetki eMBe", co chyba trafnie oddaje sposób, w jaki postrzegano tradycyjne relacje na linii "król - szef rządu". Na szczęście dla nowego premiera autor tego niefortunnego sformułowania, przywódca "demokratów", Łukasz Isha Pietraczuk, zdążył był już bezpowrotnie opuścić Królestwo. Dogasały też ostatnie dni drugiego króla Dreamlandu. Rozpoczęła się era samodzielnych, nadzwyczaj spokojnych rządów konserwatywnego premiera. Era usypiania Dreamlandu.

Na dole, na górze?

Pochodzący z Surmali Edward Krieg nigdy nie był politykiem związanym z regionalnym układem sił. Z najwyższym trudem angażował się w życie publiczne którejkolwiek prowincji. Trudno przecież utrzymywać, że praca w redakcji "Tygodnika Morlandzkiego" była formą przysłużenia się księstwu Geralta Gwynbleidda. W odróżnieniu od wielu innych dygnitarzy Krieg nie miał w swej dotychczasowej karierze etapu "prowincjonalnego". Wydaje się, ze rozgrywający się na naszych oczach eksperyment furlandzki stanowi kontrowersyjny przykład niejasnej polityki kadrowej monarchy: Krieg posługuje się bowiem jedynie modelami w skali makro.

Królowie eMBe i Artur I Piotr, arcyksiążę Nimitz, Ghardin oraz Łukasz "Zakrza" Zakrzewski (wszyscy z Weblandu), Morfeusz Tyler, Bartłomiej Jasiński oraz Sted Asketil (Solardia), Krzysztof von Roen i Eryk (Furlandia), Albon i Pavel Svoboda (Morland) byli lub są związani ze swymi małymi ojczyznami i z nimi przede wszystkim będziemy ich kojarzyć. Oczywiście nie brak w Dreamlandzie prawdziwych kondotierów, oferujących swe usługi nie bacząc na granice regionów: pochodzący z Solardii Sted przez pewien czas bez powodzenia realizował się na tronie książęcym w Surmali; Kazio Wichura próbuje wytrwać w osobliwym weblandzko - morlandzkim rozkroku.

cd. na str. 7