|
|||||
"Złośliwy chuligan"
z Pavlem Svobodą rozmawia
Alchien de Archien
Alchien (A): Co uznałby Pan za największy sukces odniesiony przez Pana w Dreamlandzie w ubiegłym roku?
diuk Svoboda (S): Powiem szczerze: zwolnienie z obowiązków Ministra Spraw Zagranicznych. Dreamland to bardzo wciągająca zabawa, która daje dużo satysfakcji. Może jednak nadejść chwila, gdy człowiek budzi się i odkrywa, że zajmuje się zbyt wieloma rzeczami naraz, a to może negatywnie odbijać się na realnym życiu. Dlatego cieszę się, że udało mi się zmobilizować i pozbyć części obowiązków, nie pozostawiając jednocześnie w kłopocie moich pracodawców. Poczułem po tym dużą ulgę.
A: Co uznałby Pan za największą porażkę poniesioną przez Pana w Dreamlandzie w ubiegłym roku?
S: Chyba najbardziej niechętnie wspominam aferę wokół abdykacji Króla eMBe. W tamtych gorących chwilach zdarzało mi się mówić publicznie przykre słowa, których potem żałowałem.
A: Czego Panu tutaj brakuje, co Pana denerwuje w Królestwie?
S: Brakuje mi stron WWW. Dreamland jako byt internetowy powinien posiadać jakąś witrynę. To, co jest, to jedna wielka, rozsypująca się łata. Żałuję, że naszych informatyków jej widok nie irytuje tak jak mnie. Z pewnością szybciej zabraliby się za stworzenie czegoś godnego Królestwa.
A: Z jakim tytułem, stanowiskiem najtrudniej byłoby się Panu rozstać?
S: Chyba z funkcją Sołtysa Kakut. Otrzymałem Kakuty w spadku po Bzerolku de Kakuciu i czuje się w obowiązku utrzymać pamięć o nim poprzez utrzymanie świetności jego dawnej wsi.
A: Gdyby miał Pan narysować własną karykaturę, jak by wyglądała?
S: Hehe. Pewnie narysowałbym siebie jako złośliwego chuligana o wrednej, szczurzej twarzy, jeżdżącego z hałasem kijem po sztachetach płotu, za którym ujada wściekle pies.
A: Czy może Pan wymienić zmiany "na dobre" w Dreamlandzie, w ubiegłym roku?
S: Zmianą na zdecydowane "dobre" była zmiana Króla.
A: Czy może Pan wymienić zmiany "na złe" w Dreamlandzie, w ubiegłym roku?
S: No, chyba najwięcej w ubiegłym roku straciliśmy na tym, że zamiast zyskać nowe strony i systemy, straciliśmy wszystko. Zwłaszcza wyłączenie na długo Banku Dreamlandu przyniosło nam dużo strat.
A: Gdyby mógł Pan wprowadzić dowolną zmianę w Królestwie, co by Pan w nim zmienił?
S: Lorda Kustosza i Namiestnika Morlandu :-) (wywiad przeprowadzony jeszcze przed powołaniem wicehrabiego Wichury na stanowisko Namiestnika Morlandu - przyp. red.)
A: Co Pana rozczarowało na polskiej scenie v-państw w zeszłym roku? Co Pana pozytywnie zaskoczyło na polskiej scenie v-państw w zeszłym roku?
S: Już chyba nic nie pamiętam ze spraw zagranicznych, które były w ubiegłym roku. Przestałem się tym interesować :-)
A: Gdyby był Pan zmuszony przeprowadzić się do innego v-państwa, które by
Pan wybrał?
S: Nie mam pojęcia. Pewnie długo bym się zastanawiał.
A: Czy zgadza się Pan z hasłem "sarmatyzujemy się" w odniesieniu do Dreamlandczyków? Co dla Pana znaczy to hasło?
S: Pierwsze słyszę takie hasło. Pewnie chodzi o gadatliwość. Jeśli tak, to chyba nie mamy większych szans na konkurowanie z Sarmatami, nawet jeśli będziemy się bardzo starać.
Refleksje po niedawnych
wyborach do Izby Poselskiej
Do czterech razy sztuka
Prastare przysłowie mówi: Do trzech razy sztuka. Dla Izby Poselskiej jednak to hasło przybiera nowy wymiar. Jak wiemy - zainaugurowano nową kadencję IP. Może tytuł artykułu powinien brzmieć "Siedmiu wspaniałych" (ale wspaniali nie są - przyp. red.), ale to rozstrzygnięcie zostawiam Tobie, drogi czytelniku. Jak zwykle bywa przy takiej okazji, rozgorzała emocjonująca dyskusja nad aktywnością wyborczą w naszym Królestwie, ale nie o tym chciałbym napisać.
Do Izby weszło siedem osób, mniej lub bardziej znanych w kręgu prowincjonalnego działania czy też szeroko pojętej polityki federalnej. Kampania wyborcza trwała krótko: to chyba jednak nazbyt naciągane sformułowanie. Może zatem: ekspresowo? To też nie oddaje głębi problemu. Powiedzieć, że jej nie było to, z drugiej strony, bluźnierstwo, bo coś tam do skrzynki listonosz wrzucił. Przypomnę - wybrano Izbę Poselską, nie radę miasta czy sołtysa wsi. Dziwna to sytuacja, gdy kandydat nie zabiega o głos wyborcy, no chyba, że ma się znane nazwisko. To gwarantuje stołek bez większego problemu. Dobrze, że markiz Roen, przewodniczący komisji wyborczej, przypomniał, że istnieje coś takiego jak kampania wyborcza, bo pewnie wyborcy do urn poszliby z przyzwyczajenia i oddali głos na tych, "co zawsze". Chociaż sądzę, że właśnie i tym razem tak było.
Jak bardzo zaskakuje nas życie w Dreamlandzie! Bo gdzie jeszcze, jeśli nie w państwie Artura Piotra właśnie, aby uzyskać głos trzeba siedzieć cicho. A kampania wyborcza to nie walka na siekiery, ba, nawet nie dżentelmeński pojedynek przy użyciu pistoletu. Szkoda, bo sam jestem ciekaw, jak taka debata przebiegałaby w naszych realiach, ale jako wyborca mam nadzieję, że następnym razem Przewodniczący KWK nie będzie musiał przypominać o kampanii wyborczej. Cóż, nadzieja matką głupich, tak czy siak - mamy nową Izbę Poselską i należy życzyć im na starcie (tekst długo fermentował w szufladzie naczelnego - przyp. red.) samych sukcesów oraz dłuższego stażu pracy.
(Kazio Wichura)