Nr 35
Arona, maj 2005
PWW "PRASA"
© RK v 3.0
kontakt: debrolle@poczta.fm

Wkładki:
redakcja
reklama / ogłoszenie
współpraca

archiwum    |    salon prasy

  strona  1  2  3  4  5  6  7  8  9  10  11

Dreamlandczyk Roku 2004: Ghardin
Przede wszystkim republika



Dreamland to nałóg podstępny.
- Ghardin

Niewielu znajdzie się takich, którzy nie zgodzą się z tezą, iż Republika Weblandu jest najprężniej rozwijającą się prowincją Dreamlandu. Niewątpliwie na sukces prowincji pracowali od lat jej kolejni namiestnicy, w tym ostatni z nich - Prezydent diuk Ghardin (artykuł przygotowany przed dwoma miesiącami - przyp. red.). Przyjrzyjmy się wiec wspólnie jednej z czołowych postaci dreamlandzkiego życia i chyba najważniejszej osobie w Weblandzie.

Przyznam szczerze, że nie pamiętam dokładnie, kiedy zapisałem się do Królestwa. Wydaje mi się, ze stało się to w drugiej połowie roku 2001. A skłoniła mnie króciutka, enigmatyczna informacja w jednym z czasopism komputerowych. Zacząłem od kupna działki za otrzymany kredyt bezzwrotny, a później przez jakiś czas wyłącznie czytałem forum. Trzeba przyznać, że karierę zaczynał diuk Ghardin zupełnie niepozornie - chyba tak jak większość z nas. W pewnym momencie coś jednak musiało się wydarzyć - w końcu szary obywatel znalazł okazję do przedstawienia swoich talentów i rozwinął skrzydła.

Co decyduje o tym, że jedni z nas odchodzą z Królestwa często nieznani przez nikogo, inni tymczasem rozpoczynają karierę osoby publicznej i w krótkim czasie stają się personami rozpoznawanymi przez wszystkich jako tako orientujących się w aktualnej sytuacji mieszkańców Dreamlandu? Niektórzy mają w sobie to coś - chęć uczestniczenia w życiu v-państwa, poświęcanie mu swojego czasu, umiejętność łapania okazji, kiedy te nadchodzą. To jednak nie wystarczy - potrzeba jeszcze szczęśliwego zbiegu okoliczności, "haczyka", na który złapie się taki delikwent, by zostać w Dreamlandzie na długie lata.

Przełomowym momentem dla Ghardina było wysłanie swojej propozycji wystawy do Galerii Królewskiej. Maryusheck, który starał się reaktywować Galerię, złożył Ghardinowi propozycję objęcia stanowiska dyrektora Galerii. Wkrótce potem włączył go w prace Rady Weblandu - tak rozpoczęła się jego działalność na rzecz prowincji. Gdyby w mojej dreamlandzkiej egzystencji nie pojawił się w odpowiedniej chwili Maryusheck, prawdopodobnie byłbym teraz kolejną martwą duszą, której nie chciało się nawet wypisać z rejestru mieszkańców - stwierdził na łamach GW nasz bohater (nr 33 GW).

Przez długi czas Ghardin zajmował się wyłącznie kierowaniem galerią i czynił to z wielkim powodzeniem, skutecznie przywracając ją do życia. Jego szefowanie Galerii Królewskiej staje się dla mnie tym ważniejsze, im bardziej przekonuję się, że nie ma dla Niego godnego następcy. - wyznał nam Edward diuk Krieg.



Kiedy ówczesny Prezydent Weblandu Artur Piotr Wewióra ustąpił, a zastępujący go hrabia Zakrza z braku czasu również wycofał się z działalności w Weblandzie, faktyczna władza i los prowincji spoczął w rękach trzech osób: markiza Maryushcka, barona Klimczaka oraz Ghardina, który został wybrany przewodniczącym Rady Weblandu. Przez długi czas Ghardin wykonywał obowiązki Prezydenta, aż 6 października 2003 roku Regent Nimitz w imieniu Króla eMBe'go mianował go Namiestnikiem Weblandu. Większość współpracowników obecnego Prezydenta Weblandu uznaje, że moment objęcia przez niego funkcji Namiestnika był przełomowy zarówno dla niego samego, jak i dla Weblandu. Jak stwierdził wicehrabia Bager - od tego czasu Webland ciągle się rozwija i jest najlepszą prowincją w Dreamlandzie.

Zdaniem Pavla diuka Svobody mamy do czynienia z chyba najlepszym Namiestnikiem z obecnych. W okresie, gdy wszystkie prowincje bez wyjątku znajdują się w stanie zapaści, jeden Webland kwitnie i rozwija się właśnie dzięki umiejętności Ghardina do administrowania zasobami ludzkimi.

Trudno doszukać się ludzi, którzy zechcieliby się wypowiadać o diuku Ghardinie negatywnie, co świadczy albo o potężnych jego wpływach i psychozie strachu, jaką roztacza wokół siebie, albo o jego wyjątkowych cechach osobistych. Jako mieszkaniec Weblandu, mimo że nie znam Pana Ghardina dobrze, jestem przekonany, że solidnie zapracował na pozytywną ocenę swojej pracy - w każdym razie ja nie czuję się przez niego zastraszony.

Poprosiłem moich rozmówców o krótkie scharakteryzowanie diuka Ghardina - oto, co powiedzieli mi ludzie blisko związani z Prezydentem:

Hrabia Zakrza: Członek wąsko pojętej dreamlandzkiej elity. W pełni oddany Królestwu. Profesjonalista. Współtwórca dreamlandzkiej kultury. Świetny legislator.
Edward diuk Krieg: Życzliwy, otwarty, pracowity, pełen energii i z poczuciem humoru - to tak jednym tchem. Co jeszcze? Chyba tylko to, że na jakie stanowisko by go nie powołać, wszędzie wywiązuje się ze swoich obowiązków idealnie.
Wicehrabia Bager: Dreamlandczyk pełną piersią. (...) Można na niego liczyć, jest dobrym organizatorem, wkłada serce w to, co robi. No i chyba najważniejsze, jest świetnym kumplem!

Swoje plany na przyszłość diuk Ghardin wiąże przede wszystkim z funkcją Prezydenta i z rozwojem prowincji. Zamierza tez poświęcić się dawnym, a do dziś niezrealizowanym tajemniczym planom, o których na razie nie chce mówić. Znając jego sumienność i zaangażowanie możemy spodziewać się, że w Dreamlandzie lub Weblandzie pojawią się ciekawe nowości. Nominacja Ghardina do tytułu Dreamlandczyka roku z pewnością nie jest przypadkowa, o czym najlepiej świadczy dynamika, z jaka rozwija się Webland (nowe - świetne strony) oraz ostatnia decyzja Króla o nadaniu mu tytułu diuka.
Na zakończenie jeszcze cytat:
Więź z państwem to również więzi z konkretnymi ludźmi - przyjaciółmi, współpracownikami. Bo chociaż dzielą nas kilometry kabli, zimne tafle ekranów i rwące strumienie informacji, to zawsze gdzieś tam po drugiej stronie jest drugi człowiek.

Taki jest Ghardin.

(Yelonek Rogacz)

cd. ze str. 4

Williama Cromwella wyspy szczęśliwe

Grunt, że było ożywienie, szkoda tylko, że dzięki temu nie powstała jakaś firma, ustawa czy może coś pożyteczniejszego niż nabijanie impulsów telekomunie lub marnowanie czasu na czytanie bzdur.

Zaspokojony głód demagogii na dzisiaj.


- William Cromwell

Lecz spójrzmy jeszcze przez chwilę w przeszłość. Dobrze odnajduje się w Solardii po przeprowadzce z Morlandu. Zasiada w kolejnych kadencjach w sejmiku krajowym, zdarza mu się pokonać w wyborach Bartłomieja Jasińskiego i wtedy to on reprezentuje SPD w solardyjskim parlamencie. W trakcie prac nad poprawkami do krajowej ustawy zasadniczej nieformalnie wspiera Komisję Konstytucyjną, w której oficjalnie zasiada Jasiński. Pełni również funkcję Ministra Bezpieczeństwa Publicznego.

Po cichu nazywany przez niektórych największym dreamlandzkim jaśkofilem, Namiestnik Solardii arcyksiążę Morfeusz Tyler rzeczywiście wypowiada się o braciach bardzo pozytywnie. Jeśli już miałbym ich porównywać - powiedział mi jakiś czas temu Tyler - to wypowiedzi Cromwella cechowała większa wstrzemięźliwość i precyzja. Jego zachowanie zawsze wydawało się o jeden stopień bardziej przemyślane niż działania Jasińskiego, który wolał w jednej chwili przedstawić wszystkie swoje wątpliwości, co przeważnie kończyło się konfliktem z władzami federalnymi.

Obraz, jaki roztacza przed nami Morfeusz Tyler, zdecydowanie odbiega od wizerunku Cromwella, do którego przywykliśmy. W miejsce mało wyrafinowanego, jedynie od czasu do czasu supłającego na szyi krawat rozbójnika - wyważony i nie stroniący od nowych zadań polityk. Wstrzemięźliwy. Precyzyjny. Czy to ten sam Cromwell od latających sztućców i patelni?

Z pewnością ten sam, tyle, że trochę bardziej nerwowy w blasku świateł większej sceny. Szorstka niby fasada gmachu użyteczności publicznej natura Williama Cromwella to chyba główna przyczyna jego niepowodzeń i braku prestiżowych osiągnięć. Przywiązany do swojego image'u ostatniego sprawiedliwego socjalisty w państwie, Cromwell nie umiał zdobyć się na próbę wydostania się z pułapki narzuconej sobie frazeologii.

To właśnie powtarzane aż do znudzenia socjalistyczne pozdrowienia i na siłę podsuwana innym troska o dobro biednych i uciśnionych, w rzeczywistości dreamlandzkiej nieco groteskowa, w połączeniu z nieumiejętnością zjednywania sobie ludzi i dziwną skłonnością do kultywowania manii prześladowczej sprawiły, ze wraz z SPD dryfował cały czas po wyzbytych życia akwenach śnionej, ale nie przeżywanej polityki, najczęściej bez powodzenia szukając pomyślnego wiatru.

Dreamland okazał się dla niego za duży, Solardia, największa terytorialnie prowincja, wystarczająco obszerna. Ostatnie wydarzenia pokazują, że może aż nazbyt obszerna, bo w tą obszerność swoją aż do podzielanej również przez Cromwella fiksacji - zapatrzona.

(Medgar de Rama)