Procesja

Nie ma nic gorszego niż bezczynność i obojętność, nawet kłótnie dostarczają mnóstwa emocji i rozrywki, która jest bardzo ważnym elementem polskiego mikroświata i mikroświata w ogóle. Teza skądinąd nie jest odkrywcza, powstało na ten temat mnóstwo publikacji, ale ja dołożę swoją cegiełkę. Oscylować ona będzie wokół gmachu próżności, kompleksów i trumny Pollinu.

Adnotacja numerem pierwszym (1) oznaczona, czyli
„Gmach próżności”

W każdej gazecie, telewizji, biuletynie widnieje smutny obraz człowieka obdartego z szat, swojej inteligencji i innowacyjnego rozumienia. Wyciąga on drżącą dłoń do każdego obywatela z osobna i każdego państwa, żebrząc o pomoc, krztę jałmużny. Jego zapadnięte oczy zaszły już mgłą znudzenia, a wśród innych panuje błoga cisza, by nie zakłócić spokojnego zgonu i pozwolić duszy odejść spokoju do wirtualnych galaktyk. Obojętność obserwatorów to idealne miejsce do dalszego rozprzestrzeniania się choroby, która zapędzi do grobu kolejnych. Wszyscy zostaną pogrzebani w budynku wprost monumentalnym – gmachu próżności.
Cóż poradzić na to, skoro każdy zamyka się we własnym domku i zza okienka wygląda śmierci innych, odmawiając pomocy, a nie zważa na dżumę toczącą własny organizm. Gniją powoli kończyny, gnije kultura, siły obronne, a nawet usta zaczynają gnić. Panuje tylko błoga cisza, która zaprasza radośnie do Gmachu Próżności.

Adnotacja numerem drugim (2) oznaczona, czyli
„Kompleks”

Wszystko powinno zmieniać się mimo wszystko, na przekór wszystkiemu. Ale nie u Nas, nie na naszym dancingu. Taneczni osiemnastolatkowie, żarłoczni szesnastolatkowie, przepoczwarzają się w otyłych, gnuśnych, ciężarnych opasów, skaczących z nogi na nogę. Myśląc przy tym, że są królami parkietów, wodzirejowie imprezy, niegdyś rześcy i młodzi, z imprezowymi czapeczkami na głowach, zmienili się w struchlałych starców z ukoronowanymi koronami cierniowymi skroniami, z których broczy krew. Niezdolni do samopomocy, nie mówiąc o samoobronie, wydają łabędzi śpiew z swoich wnętrzności, próbując przykryć swój strach strojeniem piór.
Więc, bal trwa, połkościtrupy tańczą w ferworze, nie zważając na swoje zacofanie muzyczne, zacofanie taneczne, panikę przed nowym. Tak trwa ten danse macabre w nieskończoność, makabra bojaźni i taniec wstydu przed innymi, prowadząc czarną procesję.


Adnotacja trzecim numerem oznaczona (3), czyli
„Hebanowa trumna”

Heban, drzewo szlachetne, święte, wyłącznie dla najbogatszych. Jego trwanie jest niespisanie długie, idealnie przechowuje to co ma w swoim wnętrzu. Cztery proste hebanowe dechy ukrywają małą urenkę, a w niej kości i prochy Pollinu. Po jakże sądnym dniu, kiedy wszyscy w tanecznym uniesieniu pomarli na zawał serca, zostali wtłoczeni do prostej konstrukcji. Pewnie teraz się przewracają w swoim grobie, z powodu niewygody i wszechobecnych drzazg, wbijających się w ciało.
Żalu nie ma, przecież kolejnych wychudzonych żebraków jest więcej, powstaną nowi, nie uchroni od tego złoty tron, czy lekkie pióro, które stroszone jest na potęgę. Wszyscy w końcu odejdziemy z tego malowanego raju zwanego Pollinem, niczego zabierając do swojej hebanowej trumienki, bo wszyscy jesteśmy tutaj tacy sami. Próżni.

1 komentarz

Filed under Poczytaj mi jeszcze, Płynie Meduza płynie przez…

One response to “Procesja

  1. Pingback: W przerwie na papierosa (2): Futbol nas wyzwoli? « Długi Sezon

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s