Gra o skórę

Każdy z Nas, kto ma krztę zdrowego spojrzenia na świat, z drżącym i niecierpliwym oczekiwaniem wypatruje upadku kolosów na glinianych nogach. Lubujemy się się w skakaniu po gruzach rozdmuchanych do granic możliwości cywilizacji, wysyłamy pisma pełne bólu, które pakujemy w kolorowe koperty.   

Podobnie rzecz się ma, gdy upadają zagadkowe cywilizacje Piotrusiowa i państw satelickich. W odmienności do powyższego, nie chcemy dotykać ich zwłok, boimy się skazić trupim jadem błazenady. Wysyłamy sobie gratulacje i powinszowania, wracamy z tarczą do metropolii ogłaszając się jednocześnie pogromcą yoyonacji.

Inaczej ma się, gdy ku upadkowi schylają się państwa, które odcisnęły znaczące piętno w rozwoju myśli i rzemiosła w zamkniętym świecie mikronacji. Z jednej strony cieszymy się, a jednak zastawiamy pułapki na potencjalnych nowych obywateli, którzy są w stanie uzdrowić Nasz system. Z drugiej strony prawdziwie cierpimy do szpiku kości, widząc zbliżający się kres.

Nie tylko o Trizondalu tutaj mowa, ale o wszystkich twórcach świata, w którym staramy się żyć. Coraz bardziej stajemy się monolitem, w którym brakuje różnorodności. Wszyscy spotykamy się na tym samym forum, dyskutujemy na te same tematy, nic Nas nie zaskakuje, znamy się za dobrze.

Czasem Meduza zastanawia się, co się stało z szeroką paletą wyrazistych osobowości, które z biegiem czasu wyblakły, gdzie podział się młodzieńczy entuzjazm, który tlił się w sercach Obywateli.

Koniec końców stąpamy prawie po dnie.

1 komentarz

Filed under Uncategorized

Obudźmy się z radosnym sercem!

Nie mam pojęcia, czy wystrojony w purpurowe szaty herold, ogłosił kolejny sukces Trizondalu, jeżeli nie, to ogłasza Wam to Meduza, którą próżno nazywać apostołem dobrej nowiny.

W wolnych chwilach, gdy akurat nie sieję zamieszania na rodzimym rynku politycznym, zastanawiam się,  który to z kolei etap rozwoju przechodzi ten kraj. Ludzie Ci sami, problemy te same, zmiany jakby też te same, a podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, w Trizondalu można nawet i to. W Trizondalu można wszystko, taka specyfika Kontynentu.

Muszę Cię zatem drogi mój Czytelniku zachęcić i zarazem poinstruować, że Twoje problemy, alkoholizm, seksoholizm i realioza zostaną wyleczone w gwarnym Trizopolis. Doktor w kolorowym kitlu zaaplikuje Ci wielobarwny zastrzyk pod nazwą „Zmiana ustroju” w Twoje delikatne dłonie, imitujące profesję pianisty. Po serii kłótni, elektrowstrząsów i hipnozie odkryjesz swoje alter ego, które cały świat poznał już wieki temu.

Kliniki i oddziały szpitalne w Trizpolis są naprawdę skuteczne, tłoczne i szumne miasto podaruje Ci nowe życie. Niech nie zdziwi Cię fakt, że takiego miasta co do zasady nie ma. Gmach Prezydencki, Trybunał Krajowy, Plac Konstytucyjny i pięć zgniłych przedstawicielstw dyplomatycznych upadłych państw stanowią ścisłe centrum, peryferia i slumsy miasta stołecznego. Nie ma ta ani parku, ani promenady, ani mieszkańców. Po ulicach dumnie paradują nowoczesne dzienniki ustaw, kulejące wyroki sądowe oraz opasłe tomy kodów informatycznych. Mimo to została wykształcona miejska legenda, podobno w nocy o północy w tym punkcie na mapie hula sfora psów, które zaciekle wygryzają najlepsze osobistości z tego leju.

„Ogłoszenia drobne, do niczego nie podobne”.

F.J.II. – serdeczne pozdrowienia ze Wschodu, upał nadal praży.

ObR. – jestem pełen wdzięczności za udzielony azyl, to wspaniałe, że mogę na Tobie, O Jaśnie Panujący, polegać.

1 komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Głową w mur

„Ja już przestałem pokładać nadzieje w to zadupie.”

Nie ma co ukrywać tego. Czas ukazać światu prawdę, tę prawdę, która do tej pory była skrzętnie skrywana pośród aksamitnych, karmazynowych szat. Korytarze królewskiej posiadłości są na tyle kręte, długie i przepastne, że doskonale zatuszowały do tego czasu to tabernakulum.

Nasze korzenie sięgnęły już skał nieprzepuszczalnych. Nie możemy dalej penetrować zasobnej w pomysły gleby, czerpać pełnymi garściami z wysoko zmineralizowanej ideami wody gruntowej. Niezniszczalna przeszkoda stanęła na naszej ścieżce rozwoju, skutecznie hamuje żądzę rozrostu, potęgi i władzy. Na nic zdaje się produkcja trujących enzymów apeli i rozporządzeń, tworzenie zrośli i bulw – ostatnich bastionów zapytań o język słowacki, czy gry w skojarzenia.

Do życiodajnych soków, które kiedyś z całą pompą krążyły w łykowatej autostradzie, wdziera się torujący ruch lukier dobroci, fantastyczności. „Do dzieła”, „Tak trzymaj” stoją w poprzek jezdni, „Dziękuję”, „Proszę” niczym ostre, stalowe noże przecinają konspiracyjne kanały  sensownej dyskusji.

Dorodne i rozłożyste liście z całym impetem zajadają pasożyty spambotów, które tuzinami wlewają się do naszego ustroju. Lawina głuchoty i smutku przytłacza nas z dnia na dzień. Ogłoszenia o Kanadzie, USA, tajemne kuce oblepiają nas poorany bruzdami czasu pień.

„Wkładacie między wargi śmiech
Smucicie o ideałach
Nad wami sztandar w którym krew
Kochacie w niej umierać
A ja problemów nie mam bo
Cierpienie nie jest w cenie
Jedyne co polecam to
Ponowne narodzenie”

R. Przemyk – „Problemów nigdy nie mam”

2 Komentarze

1 lutego, 2012 · 6:04 pm

Między ciszą a ciszą

Trizondal. Królestwo. Przedziwny twór. Niby cytateda monarchistów, która od niepamiętnych czasów stoi niewzruszona, królując nad równinami i depresjami czerwonych. Z drugiej strony podziemne tunele upchane są republikańskim duchem, spadkiem do świetnej RSiT. Nieudany twór alchemika, albo co gorsza strzyga młodego nekromanty. Tak wygląda sławetne KT.

„Dobrze”

Zapewne 3/4 czytelników już wie, że ten artykuł będzie krytyczny. Może.

Użyjmy lupy.

Trizondal cierpi na niedostatek młodej krwi. Krwiobieg pełen jest starych skrzepów pokroju Sokołowicza, cholesterolu pokroju Trydenckiego i nieraz oczyszczających erytrocytów pokroju Landsbergenów. Pomniejsze mikroelementy pławią się bezwiednie.

Jedni krzyczą. Potrzeba nam nowych, więcej nowych. Niech tętnice zaczną tętnić, a serce walić jak dzwon.

Drudzy krzyczą. Zamknijmy się na nowych. Dobrze nam jest, tak jak jest. Znamy się doskonale, dobrze, gorzej. Wiemy czego się można spodziewać.

Prawda jest taka, że nie potrzeba nam wurstobywateli. Potrzeba nam światłych mędrców, którzy swą naiwnością odpowiedzą na pytanie: „Quo vadis?”. Nie zawsze muszą to być niewinne i czyste istoty ze świata przedinternetowego. Mogą to być już staruszkowie, którzy dostatecznie mocno ukorzenili się w tej ciężkiej ziemi.

Inaczej wymrzemy, jak dinozaury. Na niebie widać już zbliżającą się asteroidę.

„I nic”

Jesteśmy za słabi. Stanowczo. Nie umiemy oprzeć się podmuchom arktycznego wiatru. Sięgamy za każdym razem dna. Nie potrafimy żyć w pojedynkę. Mimo posiadanych różnych poglądów, zielonych, niebieskich, czerwonych i czarnych, nie umiemy walczyć na arenie politycznej. Górę bierze strach przed wyrządzeniem bolesnej i jątrzącej się rany. Przecież znamy się wszyscy.

Sposób jest. Ekstrawagancki. Unia.

Nie, nie, nie. Nie musi to być wchłonięcie dotychczas suwerennego państwa. Unia państw. Sojusz. Pakt. Porozumienie. Znajdźmy grupę dwóch, trzech, ośmiu państw, które mają takie same cele, podstawy i problemy. Zjednoczmy siły w ramach wspólnego związku. Pomagajmy, by tą pomoc otrzymać.

„Tylko fotografia”

Trwamy od ciszy do ciszy. Od ciszy offtopwej, gdy z naszych ust toczy się spam, trucizna i pozwy sądowe. Do ciszy, dźwięczącej, niemiłosiernej, trupiobladej, zupełnej pustki.

Nie pozwólmy, by z Trizondalu została tylko fotografia. To jest, to jest bardzo mało.

(-) ATP.

2 Komentarze

Filed under Uncategorized

Drzewo

Podobno drzewo wydaje tylko jedne owoce, smaczne i zdrowe albo marne i cierpkie płonki.

Mityczne drzewo narodów zasadzone w pustynnym piasku po wielokroć stawiało czoła gorącemu słońcu, suszy i wiatrowi. Uchroniło się przed drapieżnikami i szkodnikami, z roku na rok powiększało swoją koronę. Twarda, jak skała kora stawała się ciemniejsza, zadrapania i sęki uszlachetniały roślinę. Nadszedł w końcu moment, który zdarza się tylko raz na milion lat, gdy mityczne drzewo zakwita.

Sclavinia i Trizondal, mimo że osadzone na wspólnym pniu znacząco się od siebie różnią. Jedna strona charakteryzuje się malutkimi owocami, naszpikowanymi pestkami ksenofobii i agresji, druga to wielkie i puste owoce tolerancji i wolności słowa. Dwie różne wizje świata i różne aspiracje doprowadziły do upadku korzenia wspólnych wartości. Przegnił on od nadmiaru słodkich słówek i wzajemnej, ukrytej niechęci.

Mimo, że owoce leżą po dwóch stronach uschniętego kikuta, walka trwa w najlepsze. Wzajemne oszczerstwa nie mają końca:

 

Trizondal

Ta pustka otoczona jest wielkim i grubym pancerzem. Kraj uważający się za lepszy, za hegemona w regionie. Krzyczący swoją sztuczną aktywnością, plastikowa atrapa życia, nie pozwala, by pojawiło się, jakiekolwiek krytyczne spojrzenie w jego stronę. Pozorna tolerancja i kosmopolityzm najeżona jest mnóstwem kolców. Bezbarwny król ustępuje miejsca szalonemu premierowi. Myśl o wielkim Trizondalu zastępuje każde inne, sztuczne brygady pracy zalewają ulice, pokrywając czerwonym kobiercem wielokolorową rzeczywistość. Plutony każące za odmienne zdania o kraju panoszą się poza granicami kraju. Docierają do Sarmacji, Federacji Al Rajn. Tępią bezlitośnie odmieńców, rzucają bluzgami z maszynowych karabinów. Tłuką kościec wyzwiskami.

Sclavinia

Świeża, zrodzona w duchu wolności i euforii, ustąpiła z czasem miejsca, zeschniętej, pomarszczonej i nafaszerowanej pestkami  jagodzie. Niespełnione ambicje o zdobyciu tytuły największej dyni, odczuwalne są wszędzie. Rynsztokami leje się zazdrość i bark zrozumienia, powietrze pachnie klęską, fermentem we własnym soku złości. Skrajne poglądy utrudniają oddychanie. Kwas wylewający się z dojrzałych owoców zmienił swobody republikańskie w dyktat najsurowszej jagody.

Sok

Istnieje mnóstwo wad i negatywnych zachowań po jednej i drugiej stronie. Trizonda i Slcavinia są po równi obarczeni obecną sytuacją. Nic nie robi się, by załagodzić konflikt, a obu stronom powinno na tym zależeć. Te niedojrzałe twory chorej wyobraźni nie potrafią rozstać się na dobre. Prowokują sztuczne problemy, wszczynają na salonach rozmowy, które mają skompromitować wroga.  Tworzą nowe nitki relacji, które wiążą je ze sobą, bo tak naprawdę nie chcą skończyć ze swoją symbiozą. Naruszona latem równowaga w mikroświatowym ekosystemie jeszcze długo będzie straszy Kostuchą. Miecz kata zawisnąć może równie szybko nad Trizondalem i Sclavinią, bo przecież jest tyle wspólnych „cech narodowych”

Dodaj komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała

Hej, poczęstuję Cię dziś rozgoryczniem*

Nic dawno pisane nie było, a więc zasiądźcie wygodnie, wyłóżcie się na moich kozetkach. Zaraz włączę relaksującą muzykę, która pozwoli Wam przetrwać te cieżkie chwile w Waszym życiu:

Postanowiłem dziś z samego ranka zajrzeć na stronę „Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondlau”. Nie ma aktywności zbyt wielkiej, ale tak, tak pamiętam, że panuje wszem i wobec krwiożerczy kryzys, który zabrania udzielania się na forum. Więc największy ukłon w stronę np. Siedmiogrodu i innych państw, które odważyły się powstać w tej czarnej dziurze obecnych lat. Wróćmy jednakże do rzeczy głównej.

Wiadomo nie od dziś, że Kolegium Wykonawcze nierządem stoi, samo zjada kiełbasę wyborczą, miast rzucać nią w bogobojnych ludzi, którzy pokornie klękną przed władzą najwyższą. No nic, otworzyłem sobie dział w Zgromadzeniu Powszechnym, żeby jakieś perełki znaleźć, a tam nad zmianą ustroju [ min. utworzenie Kolegium Wykonawczego] również Pan Sokołowicz Marcin, dawny Komosiński, a dawniejszy Marcin I i VBóg wie kto jeszcze.

„Guru w szaliku z piór*” – Marcin Sokołowicz.

Jak wspominaliśmy wyżej Towarzysz Sokołowicz popierał reformy ustrojowe, zgadzał się z ich treścią, więc śmiało można z tego wnioskować, że uznał wcześniejszy system za błędny. Dołożył więc swoją cegiełkę w budowaniu ustroju słomy i siana, gdzie wszyscy zmierzają, pijani po wiejskiej potańcówce. Tańczył i sam Towarzysz Sokołowicz. Wytańczył sobie ciepłą posadkę MSZ. Nie omieszkam wspomnieć, ze wtedy nawiązaliśmy szalenie ważne traktaty zagraniczne, min. traktat z tak nienawidzoną w RSiT Suremnią.

Przesuńmy się dalej. Towarzysz Sokołowicz nie wywiązał się ze swoich obowiązków, a dokładniej je zaniedbał. Akt prawny głosi, że minister specjalny musi składać co pewien okres czasu raport ze swoich dokonań, czego w/w persona nie zrobiła dwa razy. Jakże wielkie rozgoryczenie trawiło eksKomosińskiego. Przecież, jako jedyna osoba potrafi tak idealnie układać popychadło – RSiT – na planszy Pollinu.

Ślepy los znów zadrwił z kraju zdechłych jednorożców i padniętych gwiazd, i orłów ze skręconymi głowami. Towarzysz Sokołowicz dostał do swej łapy najważniejszy urząd w państwie, został członkiem kolegium Wykonawczego, gdzie nadal pozostaje dumnym posągiem Aresa. Muszę nadmienić, że jest nadzwyczaj zapracowany, stawia sobie pomnik, mówi o potrzebie kolejnych zmian ustrojowych, kilka sobie po forach, pisze o ciężkiej doli chłopa na roli w krzykpudle. W ogóle jego cytaty są bardzo ciekawe, spójrzmy:

Ja się już tym nie zajmę. Przepisy towarzysza Marcela pozbawiły mnie funkcji ministra dyplomacji. – umierający brzytwy się chwyta,

Widzisz, Goebbels też mówił, że to naród niemiecki sam wybrał sobie taki los – jak widać nawet mikronacje mają swojego Goebbelsa, a konkretniej Hansa,

Chodzi mi o nawiązanie stosunków dyplomatycznych z tym „czymś”. Z jakim przystajesz takim się stajesz, więc wychodzi na to, że zależy nam na regresie do poziomu Siedmiogrodu. – fakt, przecież choćby Skarland, czy Francja ma zapewne milion razy więcej obywateli,

To tylko trzy cytaty, ale jest ich więcej, w celu zachęcenia do odwiedzania RSiT i zabawy w ciuciubabkę ze słowami „Sokoła ft Potoka”, oto adres:  http://forum.rsit.com.pl/index.php

Zapomniałem również powiedzieć, ze Sokołowicz nie odróżnia Jana Potockiego od Krzysztofa Polanda.

* Cytaty z „Piersi ćwierć” HEY.

12 Komentarzy

Filed under Głową w mur, Prześmiewcy, Za burtę z nim!

Nowa konstytucja!

Dnia dzisiejszego Kolegium Książęce przyjęło nową Konstytucję!

Rozdział I – Rzeczpospolita.

1. Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu jest poddańczym i wasalnym państwem Księstwa Sarmacji.

2.” Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu” i „Krnąbrna latorośl Sarmacji” to nazwy równoznaczne i równoważne.

3. Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu utożsamiana jest w osobie Księcia Sarmacji.

4. Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu posiada jedną stolicę – Grodzisk,

5. Rzeczpospolita Sclavinii i Trizondalu posiada wojsko chłopskie, które wyrzeka się pokoju.

Rozdział II – Podział władz.

1. Rzeczpospolita Slavinii i Trizondlau wyrzeka się trójpodziału władz.

2. W Krnąbrnej latorośli Sarmacji władzę ustawodawczą dzierży Zgromadzenie Leniwców,

3. W Krnąbrnej latorośli Sarmacji władzę wykonawczą pełni Wielki Nudziarz,

4. W Krnąbrnej latorośli Sarmacji władze sądowniczą sprawuje Ślepy Temidarjusz.

Rozdział III  – Ustrój.

1. W Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondalu panuje segregacja rasowa i religijna.

2. Pozycję dominującą posiada Kościół Wielkiej Pszczoły i Leniwców.

3. Segregacji dokonuje Kółko Wzajemnej Adoracji Leniwców.

Rozdział IV – Przepisy Końcowe.

1. Resztę spraw regulują ustawy konstytucyjne.

Dodaj komentarz

Filed under Prześmiewcy

Śmiejemy się z RSiT.

W założeniu tekst ma pokazać niedogodności naszego życia w zatęchłym rejonie vświata, brud i ubóstwo naszego podwórka i zadżumione dzieci bawiące się na nim.

Niedogodności naszego życia,

Nie ma co mówić, na forum znów panuje nuda, leją się flaki z olejem, nikt nie ma pomysłu na tamowanie krwi cieknącej z tętnicy. Wykrwawiamy się, jak nic. Coraz mnie postów z dnia na dzień, coraz mniej osób się loguje, wszystko dokonuje się w układzie. Jak atomy krążą te same osoby, tylko po to, żeby powiedzieć, że jest ładna pogoda, albo kochany Reksio zawinął sobie uszko. Zapraszamy od czasu do czasu zagranicznych gości tylko po to, by poczęstować ich kawą i utwierdzić ich w przekonaniu, że jesteśmy groteską państwa. Małpujemy wszystko co się da, chcemy stać się potęgą, Chrystusem małych nacji, gdy się ich brzydzimy, boimy się ich pierwszego krzyku życia. Jesteśmy, jak dystyngowana kobieta z pudelkiem, która wyprzedaje swoje srebra rodowe, po ty by kupić kolejny płaszcz, w którym będzie wyglądać inaczej. Nie dana jest nam stabilność linoskoczka.
Istnieje jednak druga strona medalu. Lubimy cierpieć, wbijać sobie kolejne igły, by móc potem płakać i szukać winnych. Trawmy w tym sadomasochizmie znajdujemy istną jaskinię rozkoszy, której winna jest prawica, a którą lewica stara się naprawić. Uwielbiamy być ofermą, bo i tak wszystkiemu winna jest Sarmacja.

W zatęchłym rejonie vświata,

W tajemniczym danse macabre wraz z nami maszerują inne państwa, Austro-Węgry, Tyrencja i jakieś rozbitki RONem, Nordią, Francją zwane. Trzymamy się za naszcze szczuplutkie rączki i machamy nóżkami zgrabnemi, bo wypada się śmiać. Od dwóch lat słyszę jeden i ten sam slogan: „Jest kryzys!”, wszyscy go widzą, ale nie wiedzą czym jest. Toczy nas ta choroba, a my nie umiemy sobie z nią poradzić. Ciekawe, gdzie są te wszystkie mądre głowy, wieszczowie, szralatani i uzdrowiciele. Nie ma ich, nie widzicie? Pewnie zbiegli wraz z wędrówką niezaprawionych w boju plebejuszy, albo ulegli „kryzysowni”. Boją się kryzysu, boją się nieznanego, a przecież nie tak dawno nawoływali do dotykania, lizania i zaciągania się każdą nowością.

Brud i ubóstwo naszego podwórka i

Mam coraz to nowe wrażenia, jesteśmy słoikiem zakiszonych ogórów. Nie małych, zgrabnych i smakowitych ogóreczków, ale wielkimi, białymi ogórami z mnóstwem obrzydliwych pestek. Niesmaczni dla siebie, a co dopiero dla innych. Nie sprawdza się system naszego kisu, więc proponujemy nowy, nowe ziółka, chcemy ogórkowego króla. Mamy do wyboru dwa pierwsze z brzegu, wrzeszczące niemym krzykiem o dzielących je różnicach, pokazujące dłonią bez palców na wady drugiego. Opluwające się z wyimaginowanych ust kwasem solnym, próbujące zedrzeć z siebie nawzajem resztki przyzwoitości. Nie udaje im się to, zapomniali, że tylko jeden z nich ma zwoje neuronów i stoi przed lustrem patrząc się na siebie. Na swoje nieciekawe i monotonne odbicie, powtarzając notorycznie „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, nie pojmując groteski swojej, a właściwie ich sytuacji. Ogórki.

Dzieci bawiące się na nim.

Jesteśmy bezdomnymi, którzy nie mają co robić, szlajamy się po dworcach, gramy w kulki i kapsle. Zbieramy żetony z chipsów i żujemy Mambę, nie zdając sobie sprawy z dramatyczności sytuacji. Codziennie wspinamy się po górach spamu, łamiemy sobie na nich nogi i nadgarstki. Często oglądamy te góry przez lornetkę, ale nich ich nie jest w stanie ogarnąć wzrokiem, bo ciągną się tam, za horyzont, aż do przepastnego morza, na którym pływa wolna Meduza ze swoim nibykapitanem. Tam jest prawdziwa-liberalno-socjalistyczna wolność.

(-) Ezechiel Samozwaniec

3 Komentarze

Filed under Głową w mur, Prześmiewcy, Płynie Meduza płynie przez…, Taniec z władcami, Za burtę z nim!

Za miedzą

Każdy orze, jak może, bronuje, sadzi i plewi również. Zakładamy tak często na swoje struchlałe krzyże, strzykające ramiona różnorakie narzędzia. Podążamy na swoje malutkie poletka wraz ze wschodem słońca, by poświęcić się oczyszczającej pracy. Jesteśmy na tym skrawku ziemi zupełnie sam. Odgrodzeni od innych grubą ścianą, często wypuszczamy do siebie znaki dymne, a to tylko po to, by wieczorem razem zakończyć ten masochistyczny obrzęd i ruszyć w wolność. Wdychamy ją całą piersią, unosimy się na jej prądach, czujemy jej ciepłe muskanie. Jest na wiele, mnóstwo, jesteśmy różni, ale mamy zmysł stadny, czujemy się wieloczłonowym organizmem, amebą z mnóstwem ramion.

A tymczasem za miedzą dzieje się zupełnie coś innego. Wielkie latyfundia, które powstały po krwawym wyszarpywaniu ziemi drobnym rolnikom upadają. Pompa propagandy, która zalewała wszystkich kolorami radości, tęczowym uśmiechem, cukierkami pękła, popsuła się. Ten donośny huk nadal jest słyszalny, magicznie zatrzymał się w powietrzu, łącząc się z nim w proporcjach idealnych, ułamkowych. Nawet słońce wyblakło pod wrażeniem tych wydarzeń, nadciągające wojska apokalipsy, bezwzględne i niszczycielskie szarżują tam, wszystko jest toczone przez szarańczę. Powód jest tylko jeden, stado bez głowy na wielkim latyfundium nic jest nie warte, jest ślepe, zagubione i zabłąkane. A pomoc niemożliwa jest…

4 Komentarze

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Poczytaj mi jeszcze

Procesja

Nie ma nic gorszego niż bezczynność i obojętność, nawet kłótnie dostarczają mnóstwa emocji i rozrywki, która jest bardzo ważnym elementem polskiego mikroświata i mikroświata w ogóle. Teza skądinąd nie jest odkrywcza, powstało na ten temat mnóstwo publikacji, ale ja dołożę swoją cegiełkę. Oscylować ona będzie wokół gmachu próżności, kompleksów i trumny Pollinu.

Adnotacja numerem pierwszym (1) oznaczona, czyli
„Gmach próżności”

W każdej gazecie, telewizji, biuletynie widnieje smutny obraz człowieka obdartego z szat, swojej inteligencji i innowacyjnego rozumienia. Wyciąga on drżącą dłoń do każdego obywatela z osobna i każdego państwa, żebrząc o pomoc, krztę jałmużny. Jego zapadnięte oczy zaszły już mgłą znudzenia, a wśród innych panuje błoga cisza, by nie zakłócić spokojnego zgonu i pozwolić duszy odejść spokoju do wirtualnych galaktyk. Obojętność obserwatorów to idealne miejsce do dalszego rozprzestrzeniania się choroby, która zapędzi do grobu kolejnych. Wszyscy zostaną pogrzebani w budynku wprost monumentalnym – gmachu próżności.
Cóż poradzić na to, skoro każdy zamyka się we własnym domku i zza okienka wygląda śmierci innych, odmawiając pomocy, a nie zważa na dżumę toczącą własny organizm. Gniją powoli kończyny, gnije kultura, siły obronne, a nawet usta zaczynają gnić. Panuje tylko błoga cisza, która zaprasza radośnie do Gmachu Próżności.

Adnotacja numerem drugim (2) oznaczona, czyli
„Kompleks”

Wszystko powinno zmieniać się mimo wszystko, na przekór wszystkiemu. Ale nie u Nas, nie na naszym dancingu. Taneczni osiemnastolatkowie, żarłoczni szesnastolatkowie, przepoczwarzają się w otyłych, gnuśnych, ciężarnych opasów, skaczących z nogi na nogę. Myśląc przy tym, że są królami parkietów, wodzirejowie imprezy, niegdyś rześcy i młodzi, z imprezowymi czapeczkami na głowach, zmienili się w struchlałych starców z ukoronowanymi koronami cierniowymi skroniami, z których broczy krew. Niezdolni do samopomocy, nie mówiąc o samoobronie, wydają łabędzi śpiew z swoich wnętrzności, próbując przykryć swój strach strojeniem piór.
Więc, bal trwa, połkościtrupy tańczą w ferworze, nie zważając na swoje zacofanie muzyczne, zacofanie taneczne, panikę przed nowym. Tak trwa ten danse macabre w nieskończoność, makabra bojaźni i taniec wstydu przed innymi, prowadząc czarną procesję.


Adnotacja trzecim numerem oznaczona (3), czyli
„Hebanowa trumna”

Heban, drzewo szlachetne, święte, wyłącznie dla najbogatszych. Jego trwanie jest niespisanie długie, idealnie przechowuje to co ma w swoim wnętrzu. Cztery proste hebanowe dechy ukrywają małą urenkę, a w niej kości i prochy Pollinu. Po jakże sądnym dniu, kiedy wszyscy w tanecznym uniesieniu pomarli na zawał serca, zostali wtłoczeni do prostej konstrukcji. Pewnie teraz się przewracają w swoim grobie, z powodu niewygody i wszechobecnych drzazg, wbijających się w ciało.
Żalu nie ma, przecież kolejnych wychudzonych żebraków jest więcej, powstaną nowi, nie uchroni od tego złoty tron, czy lekkie pióro, które stroszone jest na potęgę. Wszyscy w końcu odejdziemy z tego malowanego raju zwanego Pollinem, niczego zabierając do swojej hebanowej trumienki, bo wszyscy jesteśmy tutaj tacy sami. Próżni.

1 komentarz

Filed under Poczytaj mi jeszcze, Płynie Meduza płynie przez…