Category Archives: Głową w mur

Obudźmy się z radosnym sercem!

Nie mam pojęcia, czy wystrojony w purpurowe szaty herold, ogłosił kolejny sukces Trizondalu, jeżeli nie, to ogłasza Wam to Meduza, którą próżno nazywać apostołem dobrej nowiny.

W wolnych chwilach, gdy akurat nie sieję zamieszania na rodzimym rynku politycznym, zastanawiam się,  który to z kolei etap rozwoju przechodzi ten kraj. Ludzie Ci sami, problemy te same, zmiany jakby też te same, a podobno nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, w Trizondalu można nawet i to. W Trizondalu można wszystko, taka specyfika Kontynentu.

Muszę Cię zatem drogi mój Czytelniku zachęcić i zarazem poinstruować, że Twoje problemy, alkoholizm, seksoholizm i realioza zostaną wyleczone w gwarnym Trizopolis. Doktor w kolorowym kitlu zaaplikuje Ci wielobarwny zastrzyk pod nazwą „Zmiana ustroju” w Twoje delikatne dłonie, imitujące profesję pianisty. Po serii kłótni, elektrowstrząsów i hipnozie odkryjesz swoje alter ego, które cały świat poznał już wieki temu.

Kliniki i oddziały szpitalne w Trizpolis są naprawdę skuteczne, tłoczne i szumne miasto podaruje Ci nowe życie. Niech nie zdziwi Cię fakt, że takiego miasta co do zasady nie ma. Gmach Prezydencki, Trybunał Krajowy, Plac Konstytucyjny i pięć zgniłych przedstawicielstw dyplomatycznych upadłych państw stanowią ścisłe centrum, peryferia i slumsy miasta stołecznego. Nie ma ta ani parku, ani promenady, ani mieszkańców. Po ulicach dumnie paradują nowoczesne dzienniki ustaw, kulejące wyroki sądowe oraz opasłe tomy kodów informatycznych. Mimo to została wykształcona miejska legenda, podobno w nocy o północy w tym punkcie na mapie hula sfora psów, które zaciekle wygryzają najlepsze osobistości z tego leju.

„Ogłoszenia drobne, do niczego nie podobne”.

F.J.II. – serdeczne pozdrowienia ze Wschodu, upał nadal praży.

ObR. – jestem pełen wdzięczności za udzielony azyl, to wspaniałe, że mogę na Tobie, O Jaśnie Panujący, polegać.

1 komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Głową w mur

„Ja już przestałem pokładać nadzieje w to zadupie.”

Nie ma co ukrywać tego. Czas ukazać światu prawdę, tę prawdę, która do tej pory była skrzętnie skrywana pośród aksamitnych, karmazynowych szat. Korytarze królewskiej posiadłości są na tyle kręte, długie i przepastne, że doskonale zatuszowały do tego czasu to tabernakulum.

Nasze korzenie sięgnęły już skał nieprzepuszczalnych. Nie możemy dalej penetrować zasobnej w pomysły gleby, czerpać pełnymi garściami z wysoko zmineralizowanej ideami wody gruntowej. Niezniszczalna przeszkoda stanęła na naszej ścieżce rozwoju, skutecznie hamuje żądzę rozrostu, potęgi i władzy. Na nic zdaje się produkcja trujących enzymów apeli i rozporządzeń, tworzenie zrośli i bulw – ostatnich bastionów zapytań o język słowacki, czy gry w skojarzenia.

Do życiodajnych soków, które kiedyś z całą pompą krążyły w łykowatej autostradzie, wdziera się torujący ruch lukier dobroci, fantastyczności. „Do dzieła”, „Tak trzymaj” stoją w poprzek jezdni, „Dziękuję”, „Proszę” niczym ostre, stalowe noże przecinają konspiracyjne kanały  sensownej dyskusji.

Dorodne i rozłożyste liście z całym impetem zajadają pasożyty spambotów, które tuzinami wlewają się do naszego ustroju. Lawina głuchoty i smutku przytłacza nas z dnia na dzień. Ogłoszenia o Kanadzie, USA, tajemne kuce oblepiają nas poorany bruzdami czasu pień.

„Wkładacie między wargi śmiech
Smucicie o ideałach
Nad wami sztandar w którym krew
Kochacie w niej umierać
A ja problemów nie mam bo
Cierpienie nie jest w cenie
Jedyne co polecam to
Ponowne narodzenie”

R. Przemyk – „Problemów nigdy nie mam”

2 Komentarze

1 lutego, 2012 · 6:04 pm

Hej, poczęstuję Cię dziś rozgoryczniem*

Nic dawno pisane nie było, a więc zasiądźcie wygodnie, wyłóżcie się na moich kozetkach. Zaraz włączę relaksującą muzykę, która pozwoli Wam przetrwać te cieżkie chwile w Waszym życiu:

Postanowiłem dziś z samego ranka zajrzeć na stronę „Rzeczpospolitej Sclavinii i Trizondlau”. Nie ma aktywności zbyt wielkiej, ale tak, tak pamiętam, że panuje wszem i wobec krwiożerczy kryzys, który zabrania udzielania się na forum. Więc największy ukłon w stronę np. Siedmiogrodu i innych państw, które odważyły się powstać w tej czarnej dziurze obecnych lat. Wróćmy jednakże do rzeczy głównej.

Wiadomo nie od dziś, że Kolegium Wykonawcze nierządem stoi, samo zjada kiełbasę wyborczą, miast rzucać nią w bogobojnych ludzi, którzy pokornie klękną przed władzą najwyższą. No nic, otworzyłem sobie dział w Zgromadzeniu Powszechnym, żeby jakieś perełki znaleźć, a tam nad zmianą ustroju [ min. utworzenie Kolegium Wykonawczego] również Pan Sokołowicz Marcin, dawny Komosiński, a dawniejszy Marcin I i VBóg wie kto jeszcze.

„Guru w szaliku z piór*” – Marcin Sokołowicz.

Jak wspominaliśmy wyżej Towarzysz Sokołowicz popierał reformy ustrojowe, zgadzał się z ich treścią, więc śmiało można z tego wnioskować, że uznał wcześniejszy system za błędny. Dołożył więc swoją cegiełkę w budowaniu ustroju słomy i siana, gdzie wszyscy zmierzają, pijani po wiejskiej potańcówce. Tańczył i sam Towarzysz Sokołowicz. Wytańczył sobie ciepłą posadkę MSZ. Nie omieszkam wspomnieć, ze wtedy nawiązaliśmy szalenie ważne traktaty zagraniczne, min. traktat z tak nienawidzoną w RSiT Suremnią.

Przesuńmy się dalej. Towarzysz Sokołowicz nie wywiązał się ze swoich obowiązków, a dokładniej je zaniedbał. Akt prawny głosi, że minister specjalny musi składać co pewien okres czasu raport ze swoich dokonań, czego w/w persona nie zrobiła dwa razy. Jakże wielkie rozgoryczenie trawiło eksKomosińskiego. Przecież, jako jedyna osoba potrafi tak idealnie układać popychadło – RSiT – na planszy Pollinu.

Ślepy los znów zadrwił z kraju zdechłych jednorożców i padniętych gwiazd, i orłów ze skręconymi głowami. Towarzysz Sokołowicz dostał do swej łapy najważniejszy urząd w państwie, został członkiem kolegium Wykonawczego, gdzie nadal pozostaje dumnym posągiem Aresa. Muszę nadmienić, że jest nadzwyczaj zapracowany, stawia sobie pomnik, mówi o potrzebie kolejnych zmian ustrojowych, kilka sobie po forach, pisze o ciężkiej doli chłopa na roli w krzykpudle. W ogóle jego cytaty są bardzo ciekawe, spójrzmy:

Ja się już tym nie zajmę. Przepisy towarzysza Marcela pozbawiły mnie funkcji ministra dyplomacji. – umierający brzytwy się chwyta,

Widzisz, Goebbels też mówił, że to naród niemiecki sam wybrał sobie taki los – jak widać nawet mikronacje mają swojego Goebbelsa, a konkretniej Hansa,

Chodzi mi o nawiązanie stosunków dyplomatycznych z tym „czymś”. Z jakim przystajesz takim się stajesz, więc wychodzi na to, że zależy nam na regresie do poziomu Siedmiogrodu. – fakt, przecież choćby Skarland, czy Francja ma zapewne milion razy więcej obywateli,

To tylko trzy cytaty, ale jest ich więcej, w celu zachęcenia do odwiedzania RSiT i zabawy w ciuciubabkę ze słowami „Sokoła ft Potoka”, oto adres:  http://forum.rsit.com.pl/index.php

Zapomniałem również powiedzieć, ze Sokołowicz nie odróżnia Jana Potockiego od Krzysztofa Polanda.

* Cytaty z „Piersi ćwierć” HEY.

12 Komentarzy

Filed under Głową w mur, Prześmiewcy, Za burtę z nim!

Śmiejemy się z RSiT.

W założeniu tekst ma pokazać niedogodności naszego życia w zatęchłym rejonie vświata, brud i ubóstwo naszego podwórka i zadżumione dzieci bawiące się na nim.

Niedogodności naszego życia,

Nie ma co mówić, na forum znów panuje nuda, leją się flaki z olejem, nikt nie ma pomysłu na tamowanie krwi cieknącej z tętnicy. Wykrwawiamy się, jak nic. Coraz mnie postów z dnia na dzień, coraz mniej osób się loguje, wszystko dokonuje się w układzie. Jak atomy krążą te same osoby, tylko po to, żeby powiedzieć, że jest ładna pogoda, albo kochany Reksio zawinął sobie uszko. Zapraszamy od czasu do czasu zagranicznych gości tylko po to, by poczęstować ich kawą i utwierdzić ich w przekonaniu, że jesteśmy groteską państwa. Małpujemy wszystko co się da, chcemy stać się potęgą, Chrystusem małych nacji, gdy się ich brzydzimy, boimy się ich pierwszego krzyku życia. Jesteśmy, jak dystyngowana kobieta z pudelkiem, która wyprzedaje swoje srebra rodowe, po ty by kupić kolejny płaszcz, w którym będzie wyglądać inaczej. Nie dana jest nam stabilność linoskoczka.
Istnieje jednak druga strona medalu. Lubimy cierpieć, wbijać sobie kolejne igły, by móc potem płakać i szukać winnych. Trawmy w tym sadomasochizmie znajdujemy istną jaskinię rozkoszy, której winna jest prawica, a którą lewica stara się naprawić. Uwielbiamy być ofermą, bo i tak wszystkiemu winna jest Sarmacja.

W zatęchłym rejonie vświata,

W tajemniczym danse macabre wraz z nami maszerują inne państwa, Austro-Węgry, Tyrencja i jakieś rozbitki RONem, Nordią, Francją zwane. Trzymamy się za naszcze szczuplutkie rączki i machamy nóżkami zgrabnemi, bo wypada się śmiać. Od dwóch lat słyszę jeden i ten sam slogan: „Jest kryzys!”, wszyscy go widzą, ale nie wiedzą czym jest. Toczy nas ta choroba, a my nie umiemy sobie z nią poradzić. Ciekawe, gdzie są te wszystkie mądre głowy, wieszczowie, szralatani i uzdrowiciele. Nie ma ich, nie widzicie? Pewnie zbiegli wraz z wędrówką niezaprawionych w boju plebejuszy, albo ulegli „kryzysowni”. Boją się kryzysu, boją się nieznanego, a przecież nie tak dawno nawoływali do dotykania, lizania i zaciągania się każdą nowością.

Brud i ubóstwo naszego podwórka i

Mam coraz to nowe wrażenia, jesteśmy słoikiem zakiszonych ogórów. Nie małych, zgrabnych i smakowitych ogóreczków, ale wielkimi, białymi ogórami z mnóstwem obrzydliwych pestek. Niesmaczni dla siebie, a co dopiero dla innych. Nie sprawdza się system naszego kisu, więc proponujemy nowy, nowe ziółka, chcemy ogórkowego króla. Mamy do wyboru dwa pierwsze z brzegu, wrzeszczące niemym krzykiem o dzielących je różnicach, pokazujące dłonią bez palców na wady drugiego. Opluwające się z wyimaginowanych ust kwasem solnym, próbujące zedrzeć z siebie nawzajem resztki przyzwoitości. Nie udaje im się to, zapomniali, że tylko jeden z nich ma zwoje neuronów i stoi przed lustrem patrząc się na siebie. Na swoje nieciekawe i monotonne odbicie, powtarzając notorycznie „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, nie pojmując groteski swojej, a właściwie ich sytuacji. Ogórki.

Dzieci bawiące się na nim.

Jesteśmy bezdomnymi, którzy nie mają co robić, szlajamy się po dworcach, gramy w kulki i kapsle. Zbieramy żetony z chipsów i żujemy Mambę, nie zdając sobie sprawy z dramatyczności sytuacji. Codziennie wspinamy się po górach spamu, łamiemy sobie na nich nogi i nadgarstki. Często oglądamy te góry przez lornetkę, ale nich ich nie jest w stanie ogarnąć wzrokiem, bo ciągną się tam, za horyzont, aż do przepastnego morza, na którym pływa wolna Meduza ze swoim nibykapitanem. Tam jest prawdziwa-liberalno-socjalistyczna wolność.

(-) Ezechiel Samozwaniec

3 Komentarze

Filed under Głową w mur, Prześmiewcy, Płynie Meduza płynie przez…, Taniec z władcami, Za burtę z nim!

Paręsłówek znów

Rozsiewając wokół mnie flegmatyczną i iście angielską aurę, zakładam powoli okulary, by odwiedzić odświętnie forum polskich mikronacji. Klik, klik i widzę o to Księstwo Hibijost, a jako wirtualny włóczykij mam zamiar odwiedzić to państewko.

Szałowego newsa z linkiem do Księstwa umieścił na forum Franciszek Józef II, do chóru dołącza Adam Kieżgajło – Ligocki, tytułowy „Paręsłówek”, ten zaprawiony w boju mikronacyjnym, obywatel skrytykowanej przez cały vświat Ligocji, ubrawszy najdoskonalszą zbroję płytową oraz szyszak, obszyty pierzem orła z herbu rozpoczyna dziki atak na Hibijost:

Ktoś w końcu musiał przebić Parlandię.

Czym jest Parlandia wie chyba każdy. Ziszczenie odwiecznych marzeń trolli o własnym jestestwie w Internecie, ten wyśmiewany kraik osiągnął ogromny sukces, mimo niskiego poziomu każdy go rozpoznaje, a co z taką Bergią Grenbeck’a?  Państwo na szczytowym poziomie technologicznym z kilkoma postami sprzed miesiąca.

I te dzieci (Parlandczycy) chcą abyśmy dali im miejsce na mapie v-świata.

Znów Ligocki. Przypomnę tylko, że sam krzyczał niedawno o świętym prawie Ligocji na mapie Pollinu. Nie widzę różnicy między Ligocją, Parlandią, czy Hibocośtam. Choć nie, Ligocja i Hibocośtam to najwięksi amatorzy, w niczym nie zaprawieni, nieociosane wapienne bloki porozrzucane w nieładzie w warsztacie. Z jednej maści i koloru, siebie warte, lub nie warte niczego, sprzężone rozrzutniki obornika na pola w Hibocośtam. Niedojrzałe, śmierdzące sery szwajcarskie.

A ty trollku?
Ligocki, drogi Paręsłówku, jesteś prochem i niczem przed Drewienka obliczem.

1 komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Głową w mur

Śpiewaj Yidl mitn fidl!

Macham ogromnymi cyckami, faluję ciałem, jak dzika anakonda, me nogi ruszają się niczym święty Wit, włosy unoszą się niczym wodorosty w akwarium. Świat wiruje, w oczach widzę światła lamp, a przede mną tysiąc bab i chłopów tańczących dzikie pląs na drewnianym parkiecie.

Bawmy się, śmiejmy, zastawiajmy śmiało stoły, pijmy i lulki palmy, puszczajmy się na prawo i lewo, spraszajmy mnóstwo gości do naszego przybytku. Bijmy mnóstwo świń, pożerajmy sterty polędwic, udźców w miodzie, ryje świńskie z jabłkiem, zupy z goleni. Na deser podajmy banany i kokosy, oblewajmy się z nich mlekiem po naszych krągłych ciałach.

Niech impreza trwa!

Uchlajmy się do upadłego, zarzynajmy nawzajem, wbijajmy sobie palce w wymalowane oczy, mówmy przy tym miłe słówka . Uprawiajmy nową miłość, która objawia się wbijaniem noża w plecy, bo jest to bardzo stosowne w naszych czasach, odłóżmy dobre obyczaje na bok, bo są niemodne.

Wbijamy sobie wymalowane paznokcie w wydatne policzki pełne świńskiego mięsa, prośmy się potem nawzajem do tańca. Zabawmy się w dom wariatów, połammy sobie kręgosłupy krzesłami, a następnie nie przejmujmy się. Upadnijmy na kolana dla lepszej zabawy, wszak prawda to nie od dziś znana, że zabawa najlepsza w pozycji horyzontalnej jest.

Śpiewaj Yidl mitn fidl i  nie przejmuj się!

Dodaj komentarz

Filed under Głową w mur, Prześmiewcy

Czekoladowa RSiT + tekst Lichtensztajna!

Ludy, narody RSiT są bardzo dumne, udowadniano to tysiące razy. Najlepszym i najjaskrawszym przykładem tego jest ostatnie odłączenie się od Sarmacji, mam sentyment do Sarmacji, ponieważ po tysiąckroć nazywano mnie sarmackim szpiegiem. Niestety dla niektórych nie byłem szpiegiem, choć KS mogłoby wiele zyskać dzięki temu. Ostatnio na podwórku vświata zdarzyło się wiele, a najwięcej w bramie nr.76 przy ulicy Postsarmacka. Suwerenność i niepodległość to małe symptomy wbijanie sobie do głowy pawich piór i wypinania muskuł przed Rsitańczyków.

Najwspanialszym przykładem dziwactw, pstrokacenia i wystawiania sztuki pt. „wieś tańczy i śpiewa” jest nowy nabytek Jana Dmowskiego, prywatnie mojego vojca. Na początku swej kariery funkcjował, jako w/w persona, w amoku koligacji wstąpił do rodziny Potockich, a od niedawna stał się prawdziwym vŻydem. Jest AZARIASZEM, tak ma na imię. Mamy więc niebywały, unikalny twór imiennonazwiskowo-literacki na skalę vglobu. Jana Azariasza Dmowkyego i Potockiego.

Kolejnym wysublimowanym osobnikiem jest Krzysio Poland. Niegdyś nieporadny i zagubiony, a dziś robiący karierę, jako członek męskiego rodu – SOKOŁOWICZÓW. Niemal, jak w Rotrii, tam również ojcami, matkami, dziadkami i babkami są mężczyźni. Twór niezwykle ciekawy, lecz przegrywamy w pierwszeństwie z PKR.

Reasumując RSiT jest jak czekolada, albo zjemy ją od razu w całości, zakrztusiwszy się jej klimatem, albo będziemy ją w skupieniu konsumowali po kawałku.

Tekst dla Liechtensteina

Harce i swawole, hulanki i przytupy,a w tle wybory elektora.

Przybywając na uroczystość w futrze z piżmowoła i kapeluszu z najprzedniejszego rodzaju norem i butach z ekoskóry, chciałem zaprezentować bogactwo RsiT, która niedługo się odłączy od świętego przybytku, przybyłem by wesprzeć partyzantkę teutońską i  głównie pod dyktando Michaela v. L.

Nastrafiłem na wspaniałe przywitanie,  w którym dowiedziałem się, że nie warto mieć PC, a tylko lapka, bo znim, jak z najwierniejszym przyjacielem, będzie można używać na dachu w czasie burzy oraz listwa jest bardzo użyteczna, bo posiada bezpieczniki.

Następnie przeprowadzono ciężkostrawne przemówienie, pełne pompatycznych określeń i słów przysługujących tylko arystokracji i ludziom dobrze sytuowanym.

Najpierw na piedestał przedostał się kaxiu *wpisz dane poprawne, bo ja poza słowem Wojciech wsyztsko pomylę*stwierdził, że należy „lać gellońskich chujów w pysk”, bo :

  1. Mają najbardziej zabagnione bagna w v-świecie,
  2. Babka Skarbniq’owa „koza matylda” (aż ciśnie mi się na usta, by powiedzieć Skarbnikowa) puściła się z gellońskim dziadkiem.  Tym samym Skarbniqow jest hybrydą.
  3. Są pro – kefaszystowscy i – starosarmaccy.

Następnie przyjaciel Teutonii  v. L. wyrzekł się swojego gellonizmu, dlatego że teutońskie zwierzęta i teutońska  przyroda doznawały wielu obelg od gellońskich Gellonów.

Po czym zbulwersowany Votus stwierdził, że Gelloni to dendrofile i nekrofilie i najlepiej ich [Gellonów przyp. Red.] jeść w panierce. Wtórował mu Kwazi, który znany ze swej znajomosci medycyny stwierdził, że gellonstwo to inaczej „zajebiście popierdolona przypadłość gelloństwo pospolite”.

1 komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Głową w mur, Poczytaj mi jeszcze, Prześmiewcy, Taniec z władcami

Cyrk dwa

Ohh! Prosz Państwa, niech Państwo spojrzą, jakże ta scena wiruje dokoła. Czyż te kolory nie wybałuszają Wam oczu? Ta męta biel, ciemny niebieski i krwista czerwień w szaleńczym tańcu przyprawia Was o mdłości? Odskoczmy teraz na lewo, spójrzmy! O! W tej klatce stalowej, szarej widzimy zdechłego orła. Fetor jego rozciąga się po całej arenie, wydzierając się dyskretnie na osiedla.  Nie jest tak najgorzej, przecież dumnie nad nim prostuje się śnieżnobiały jednorożec. W całej swej okazałości z przytupem kopytem w pręty manifestuje swą cudowność.

Po prawej stronie, lekko podpita biega cudaczna tchórzofretka. Jej szyję spowija tajemnicza, złota obroża. Dzierżmy w dłoniach lornetki i lunety Mości Państwo i skierujmy je na ten przedziwny twór natury. O mamma mia! Krzyknijmy! Przecież pisze tam „Wściekła tchórzofretka Felix „, uciekaj kto zdrów jeszcze i cały. Szybko na trapez, znajdziemy tam bezpieczne miejsce dla Mości Państwa.

Nieoficjalne wyniki
Głosowało:41
Na pytanie „Czy wyrażasz zgodę na rozwiązanie unii Księstwa Sarmacji i Rzeczypospolitej Sclavinii i Trizondalu?” obywatele odpowiedzieli:
Na Tak: 30
Na Nie: 9
Wstrzymało się: 2
*Wynik referendum NIE JEST wiążący poprzez frekwencję poniżej 50%.

Nawet jakby było 100% to by był niewiążący – bo decyduje Książę jako suweren RSiT a nie Naród Sarmacki. Więc to tylko konsultacje od samego początku.

Dodaj komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Głową w mur, Poczytaj mi jeszcze, Prześmiewcy

Chciałbym

Naprawdę chciałbym się użalać nad Samundą, mam ku temu szczere chęci ku temu. Zaparzyłem sobie koper włoski, by rozpocząć pełne boleści udręczenie od środka, w odtwarzaczu włączyłem Dodę, by się nie cieszyć, a płakać odmawiałem sobie przez cały dzień pokarmów, by poczuć, jak to jest być biednym i zapomnianym mieszkańcem Samundy.

Nic z tego, poszedłem dalej, klęczałem pół dnia na grochu -nic, uderzałem głową w kaloryfer – nic, wziąłem lodowaty prysznic – też nic. Wyprowadziłem więc wniosek, że nie ma nic gorszego niźli bycie Samaudczykiem.

Dlaczego?

1. Nikła aktywność w państwie,

2. Brak sojuszników strategicznych,

3. Opinia krzykacza i pieniacza,

4. Porównania literackie typu: Svensson = Alah, Alan i reszta,

5. Samunda to Samunda.

Dlatego, by wspomóc los bratniej Samundy postanowiłem nadać im nagrodę miesiąca:

SAMUNDA ZOSTAŁA SMALCEM MIESIĄCA

Dodaj komentarz

Filed under Głową w mur, Prześmiewcy

O Polandzie słów kilka

Narodową cechą Rzpospolitej Sclavini i Trizondalu jest ponoć demokracja i poszanowanie ideałów szeroko pojętych. Ideologie mają grać jedną z ról pierwszoplanowych, a artystycznym tłem mają być obywatele. Problem w tym, że nigdzie nie ma ani scenarzysty, ani reżysera.

Aktorzy, jak zwierzątka biegają po scenie wykonując śmieszne ruchy i wykrzywiając głupiutkie mordki, a na tło składa się czerwono-niebieski szalik zarzucony na uschły patyk. Wszystko ma być szalenie oryginale i nietuzinkowe. Poniekąd jest tak, nie da się tego ukryć, czy zabrać rsitańczykom. Czasem oryginalność stała się rutyną.

Krzysztof Poland, bo o nim ma być ten artykuł zaskakuje mnie swoją upartością, wytrwałością i silną wolą. Niewiele osób ma te szlachetne cechy, często nie są pożądane, bo liczy się szybkie dopasowanie do sytuacji, zmiana poglądów jest wtedy czymś wskazanym. K.P natomiast ma niemal na twarzy wypalone znamiona swoich niewzruszalnych decyzji, jest jak uczony torturowany przez XVI – o wieczną inkwizycję.

Ileż to pomysłów zrodził, które wyskoczyły, jak Atena z głowy Zeusa? Ileż z nich zrealizowano, a ile zapominano i wyśmiano?  Co największym jest paradoksem, że idee były bardzo oryginalne, swoiste nowinki ze świata przyszłej generacji. Smutnym doprawdy jest to, że jak wszystko co warte zauważenie zostanie dostrzeżone na końcu, przez przyszłą ekipę,a może przez scenarzystę.

Dodaj komentarz

Filed under Głową w mur, Poczytaj mi jeszcze