Para buch, śruba w ruch.
O 12:oo czasu chattyckiego wypłynęliśmy z portu w Gharfurze. Wiatr wiał z południowego – zachodu, morze delikatnie zmarszczone zapowiadało piękną podróż. Idealnie, lepszych okoliczności nie mogliśmy sobie wymodlić u bogów. Załoga podśpiewując radosne szanty pod nosem rwała się do pracy. Kajuty były w 100% gotowe do transportowania akt, dokumentów i źródeł do Chattycji. Aura podniecenia osiągnęła apogeum podczas zrzucania cum, w trakcie rzucania z pokładu na ląd i odwrotnie życzeń powodzenia, wspaniałej pogody i owocnej wyprawy, zza pleców marynarzy wynusunął się on – Pan H.
– Witaj Adrian, jestem. – szepnął Pan H.
– Tak będzie lepiej. – odrzekł Adrian.
***
Zanim przejdę do dalszych relacji z podróży, muszę wspomnieć, że w Zjednoczonych Emiratach Chattyckich powstała nowa szkoła wyższa, pierwsza szkoła prywatna w Federacji Al Rajn, a mianowicie Wezyrska Szkoła Wyższa. Wszytskie materiały zdobyte podczas wyprawy zostaną przesłane właśnie do niej, na chwałę Wezyra, Chattycji i nauki.
***
Kolejną wiadomością niech będzie fakt, iż SM podejmuje śledztwo dziennikarskie, które będzie dotyczyć tak zwanej „starej grupy” w Al Rajn, szczegóły omówimy w kolejnym numerze.
***
Załogi rzadko śpiewają szanty pod nosem ;-).
Same szanty wywodzą się stąd, że każdy statek wymagał pewnej rytmiczności wykonywania pracy (wyobraźcie sobie np. niezgrane wybieranie i luzowanie szotów na ogromnym statku, albo, co gorsza, cum i szpringów…). Najłatwiej było to zrobić za pomocą śpiewu. Zwykle wyglądało to tak, że szantymen śpiewał, a załoga mu odpowiadała. Ja sam byłem uczestnikiem takiego wyjazdu, gdzie ze znajomymi musieliśmy improwizować (m. in. powstały oczywiście nowe zwrotki „Morskich Opowieści” 😉 ).
A może potrzebujecie instruktora? W realu jestem młodszym instruktorem żeglarstwa PZŻ :-D.
Moja załoga śpiewa szanty, bo jest bardzo zorganizowana 😀 Dziękuję bardzo za propozycję 😉 Przemyśle ją 😉