Tag Archives: v-brat

Drink z Malikiem

A.T: Dobry wieczór, czy przeszkadzam?

Malik – al – Mulk [MaM]: Nie.

A.T: Dobrze, Maliku powiedz mi, co tam słychać na piaskach pustyni?

MaM: W sumie nic ciekawego, niedługo zrobimy Szafirowe Delfiny

A.T: Szafirowe Delfiny, świetny pomysł, będę nieskromny.

MaM: To twój pomysł. Noo i podoba się nam tylko czasu mało do jego realizacji

A.T: A kto pretenduje do dzierżawcy Delfinka?

MaM: To zależy od kategorii… będzie kilka nie pamiętam aktualnie wszystkich ale mowa tu o dziennikarstwie, wkładzie w kulturę, dyplomacje i tym podobne.

A.T: Dobrze, a UM jakiegoś festynu nie szykuje?

MaM: Szafirowe Delfiny mają być objęte patronatem Unii Mikroocanii a kolejny festyn dopiero w dni pokoju czyli 1-3 czerwca co jak wiadomo ma być sztandarową imprezą organizowaną pod patronatem UM.

A.T: Czy UM to kontrabiegun do OPM?

MaM: UM to alternatywa.

A.T: Mnie alternatywa kojarzyła się zawsze z czymś niszowym, mało znanym, alternatywna muzyka, sztuka. Co masz na myśli mówiąc „alternatywa” ?

MaM: Jak do tej pory nie zaobserwowałem jakiejś znaczącej rywalizacji w stosunkach między obiema organizacjami.

A.T: A po tej porze?

MaM: UM jest raczej skierowana w inną stronę niż OPM, my tworzymy o wiele ściślejszą strukturę, współpracujemy na szerszym polu niż OPM, bardziej angażujemy się w to co robimy i podejmujemy o wiele więcej inicjatyw o których niedługo usłyszymy. Może tempo prac nie jest jakieś zawrotne ale to tylko kwestia czasu. Po tej porze nic nie wiadomo, nikt nie zna przyszłości. Acz liczę że jeżeli ma być jakakolwiek rywalizacja to będzie to rywalizacja zdrowa dla obu stron.

A.T: Zadam durne pytanie, ale państwo może być albo członkiem UM albo OPM, tak?

MaM: Faktycznie pytanie nietrafione… posłużę się przykładem, Królestwa Elderlandu. Czy ktoś stawia im jakieś ultimatum? Nie. Można być członkiem UM i OPM uczestnictwo w obu organizacjach się nie wyklucza. Nikt nie zamierza podbierać Państw z OPM na rzecz UM. Jednak tak na prawdę państwa same zobaczą która organizacja jest skuteczna bardziej a która mniej po czym dokonają wyboru czy chcą należeć do jednej z nich i do której czy tez do obydwu.

A.T: Właśnie chciałem tym nakierować dalszy przebieg rozmowy. Co z KE? Czy jego „niezdecydowanie” wstrząsy wewnętrzne i chaos nie jest demotywujący i nie wpływa na postrzeganie tej „nacji” z rezerwą?

MaM: Jeśli mówimy o współpracy w ramach UM. To Królestwo Elderlandu dalej jest jednym z najmocniejszych ogniw Unii Mikrooceanii. Poza tym z założenia Unia Mikroocanii ma pomagać wychodzić z kryzysów nie tylko oferując interwencje, ale także pomagać pracą na rzecz sojusznika. Elderland nadal jest traktowany bardzo poważnie i liczy się dla nas jako sojusznik. Pozostaje pytanie czym nazywamy owo „niezdecydowanie”?

A.T: Wydaje mi się, że pomiędzy AR a KE nastąpił poważny zgrzyt,k przyznał mi to JEJOAK NT WM Ramzani, czy ten konflikt przeniesie się na pole UM? „Niezdecydowanie” to brak prostolinijnej polityki KE, nie obawiasz się Ty i UM, że kiedyś KE stwierdzi: „Fajnie się bawić w tej piaskownicy, zabierzemy wasze łoptaki i pójdziemy do OpeMu”?

MaM: Rozmawiałem już z kilkoma osobami z KE na temat tego „zgrzytu”. Faktycznie zgrzyt był, ale takie zgrzyty nie kończą współpracy. Ważną rolę odegrały tu nasze przyjacielskie stosunki i liczne interesy oraz inicjatywy które chcemy razem tworzyć, a także chęć do rozmów. Uważamy KE za jednego z najważniejszych partnerów z tego co wiem KE również nas za takiego uważa i dlatego też oba państwa w takich sytuacjach szukają pokojowego rozwiązania. Oba państwa zachowały się bardzo kulturalnie ponieważ nie zaczęły na siebie ‚psioczyć’ lecz siadły do rozmów wyjaśniając całą sprawę we własnym gronie. Nie oczekujemy od KE kolejnych deklaracji, że chcą dalej uczestniczyć w przedsięwzięciu jakim jest UM ponieważ Elderland deklarował to już kilkakrotnie poza tym nie deklaracje budują zaufanie a czyny.

A.T: Z wysokich stanowisk rajńskich dowiedziałem się też, że współpraca z KE ma zsotac w ogóle zerwana!

MaM: To w sprawach stosunków międzynarodowych jest ktoś wyżej od Premiera i MSZ? Chyba nie ma wyższych stanowisk niż te wymienione przeze mnie.

A.T: Raczej nie, ale istnieje taka instytucja jak „Sułtan”

MaM: Sułtan nie podejmie takich decyzji sama/sam… gdyby tak się stało rząd by protestował oraz zapewne prasa czy obywatele. Nie po to wybraliśmy MeM, tworzyliśmy rząd, wchodziliśmy do UM a także budowaliśmy swoją silna pozycję by teraz zrywać sojusz dla zwykłego widzimisię głowy państwa. Tu liczy się interes państwa a nie kaprysy.

A.T: Rozkapryszone dziecko trzeba doprowadzić do porządku, taka jest funkcja MeM, funkcję dobrej matki?

MaM: kogo nazywamy rozkapryszonym dzieckiem?

A.T: Rozkapryszonym dzieckiem nazywamy głowę państwa.

MaM: Głowa państwa ma prawo posiadać własne zdanie na temat polityki zagranicznej, nikt nie kwestionuje tego prawa. Nie, to nie jest funkcja MeM, ten organ posiada inne funkcje. Funkcję „dobrej matki” sprawować winien Sułtan. I nie powinno być odwrotnie. Jeśli jest odwrotnie to znaczy że ktoś jest na nie właściwym miejscu. Na razie do takiej sytuacji nam daleko.

1 komentarz

Filed under Taniec z władcami

Mój prawdziwy dom.

Autobiografia Trydenckiego.

****

Urodziłem się w Neverwerldzie, z lat dzieciństwa nie pamiętam. Migawki morza z lekkim odcieniem zieleni, białe chmury drapieżnie lecące po niebie. Zapach powietrza i łódki, mnóstwo łódek i kutrów. Rodzice? Nie wiem, nie znam.

Wykształcenie odebrałem w Nowym Londynie, na studia wyjechałem do Rotrii, gdzie ze stopniem doktora ukończyłem teologię. W tym samym czasie rozpocząłem pracę na dworze monarszym i w rządzie. Zostałem Podkanclerzem Dyplomacji, potem Kultury i Nauki.

Z Monarchią wiąże się moja dalsza „kariera”, o ile można tak nazwać moje losy, podczas tego czasu poznałem wspaniałych ludzi : Birkarta, Talerza, Battsa, Urgha i innych. Karol I Never. Postać kontrowersyjna, lecz w mojej świadomości zawsze pozostanie osobą, która zrobiła mnóstwo dla kraju. W mojej neverwerldzkiej świadomości i mentalności nadal król Neverwerldczyków. Dzięki jego inicjacji powstało państwo najprężniej się rozwijające, teraz wracające do gry. Oprócz nich zbawienny wpływ na mnie mieli min: Malik i Juan.

Monarchia zamarła, musiałem uciekać z przyczyn osobistych. Wylądowałem w Chattycji, mojej drugiej ojczyźnie, wspaniała postawa Malika zachęciła mnie do działania. Zostałem Ministrem Nauki, Kultury i Sportu, dyplomacja poszła w odstawkę. Podczas mojej kadencji chyba nie zmieniło się wiele. Wieść dotarła do moich uszu. Neverwerld się dźwiga. Zostawiłem Chattycję, przeprosiłem Malika, z poczuciem winy, wróciłem do MN. To był dosłowny epizod, wiele pracy, łez cierpienia, ale mnóstwo szczęścia i radości.

Znów wracam do Chattycji, gdzie jestem do tej pory. Często odwiedzam RSiT.  Jestem Trydenckim, zwykłym Trydenckim.

Jakieś pytania?

Dodaj komentarz

Filed under Taniec z władcami

Labolatorium i inne instytycje w Chattycji

Chattycja zasługuje na miano kulturalnego zagłębia Federacji Al Rajn, istnieje tutaj wiele instytucji, które znane są nie tylko w kraju, ale też i poza jego granicami. ZECh mogą się pochwalić jedyną w kraju działającą nadal galerią sztuki „Statek Meduzy”, kilkoma opowiadaniami, dziennikiem pokładowym, Biblioteką Mikronacyjną w Ghafurze. Ostatnio nastąpiło huczne otwarcie Wezyrskiej Szkoły Wyższej, która prowadzi nabór na kierunkach dziennikarstwo i dyplomacja oraz Pragmatycznego Laboratorium Bezsensu i Logiki, które jest darmową i powszechną akademią opisującą naturę ludzką i otaczający nas świat.Zapowiedziane są również bardzo ciekawe doświadczenia. WSW (Wezyrska Szkoła Wyższa) może za to pochwalić się tym, że jej wykładowcą jest jeden z najbardziej rozpoznawalnych osób vświata – Malik – al – Mulk.

http://zech.wirtual.org/ Pod tym adresem odnajdą państwo wszystkie  opisane urzędy. Wszystkich chętnych do podjęcia pracy czy nauki serdecznie zapraszamy 😉 Wszak wiadomo, że nauka jest w życiu najważniejsza.

Dodaj komentarz

Filed under Cooltura, Melomania

Spotkanie na szczycie!

– Kim jesteście? – rzucili w moją, naszą stronę.

– Windsdoor i H. i nasi wspólnicy – szybko odpowiedziałem.

Nagle zza tłumu wyłoniła się znajoma twarz. Stosowna do wieku, statyczna, lecz podkreślona lekkim uśmiechem. Uśmiechem przyjacielskim, dobrym, serdecznym i szczerym.

– Adrian, jak dobrze, że jesteś, witaj H. – Batts witając się z nami serdecznie zaprosił nas do swojej siedziby.

Szliśmy brukiem starówki, piękne kamienice, stosowne pałacyki i wielki rynek stanowiły centrum tego molocha. Na ulicach pędziły automobile oraz bicykle pomiędzy nimi.  Ni razu nie zauważyliśmy dorożki, ni konia. W płucach robiło się, jakby więcej miejsca na świeże, morskie powietrze. Dotarliśmy.

Gmach parlamentu był, jak zwykle imponujący, ogromne komnaty, sale, mnóstwo krużganków, arkad, korytarzy, ogrodów i skwerków. Wysoka wieża wskazywała godzinę 15:32. Popołudnie, a na niebie żadnej chmurki, wydawałoby się, że czas zatrzymał się w miejscu. Nicość w próżni, wszystko się zatrzymało, razem ze mną. Świat stanął w miejscu.  Weszliśmy do długiego pomieszczenia – tak zwanej Sali Lustrzanej.

– Usiądźcie – wskazał gestem pikowane fotele Batts.

– Dzięki – odpowiedziałem.

Pan H. zajął strategiczne miejsce po mojej prawej ręce.

– Sądzę, że z wolą narodu powinniśmy podzielić wyspę na dwie części. Od dłuższego czasu od wschodniej strony Nowego Londynu osiedlają się Chattyci, założyli już kilka wiosek i jedno miasteczko –  Prise Vizier. Odczuwalne są tam silne tendencje odśrodkowe oraz może cię to zaskoczy, ale jesteś tam z twoim bratem Malikiem żywą legendą. Synonimem sprawiedliwości, dobroci, rozwoju i kultury. Dla dobra wspólnego, chcę uchronić cały kraj od konfliktu i bratobójczej wojny, myślę że musimy dokonać podziału.

– Zgadzam się – krótko zreferowałem swoje myśli krążące po głowie.

Przystąpiliśmy do pisania tekstu, pergamin w mgnieniu oka zapełnił się drobnymi literkami, które głosiły:

„Rząd WRN (Wojskowej Republiki Neverwerld) i Adrian Trydencki postanowili za obopólną zgodą podzielić Neverwerld na dwie części. Jedną miała by zostać WRN a drugą WN ( Wiceksięstwo Neverwerld ). Dokładne warunki podziału zostaną omówione na konferencji w Nowym Londynie w najbliższym czasie.

– Batts Cavayero,

– Adrian Trydencki. „

– Jutro o 13:00 widzimy się w tej samej sali, na omówienie wyglądu mapy. Wybaczcie teraz, ale muszę odbyć rozmowę telefoniczną z władzami Wink Town.

Wyszliśmy, ale od czasu opuszczenia gmachu parlamentu śledził nas niewysoki, łysiejący mężczyzna z dziwnym pierścieniem.

„Nowy Londyn 2009/12/3

Drogi bracie,

Wszystko się udało, nie było najmniejszych problemów. Koloniści również przybyli i zorganizowali swoje osady. Czekam na wieści od Ciebie.

Pozdrawiam,

Adrian”

***

Despota, zarozumialec, fałszerz, krętacz, tchórz, dyktator! Umieraj stąd!  Nie mam nic więcej o Tobie do powiedzenia.

***

Dodaj komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Płynie Meduza płynie przez…, Taniec z władcami

Na południe kurs! – o wyprawie, WSW i początku dochodzenia.

Para buch, śruba w ruch.

O 12:oo czasu chattyckiego wypłynęliśmy z portu w Gharfurze. Wiatr wiał z południowego – zachodu, morze delikatnie zmarszczone zapowiadało piękną podróż. Idealnie, lepszych okoliczności nie mogliśmy sobie wymodlić u bogów. Załoga podśpiewując radosne szanty pod nosem rwała się do pracy. Kajuty były w 100% gotowe do transportowania akt, dokumentów i źródeł do Chattycji. Aura podniecenia osiągnęła apogeum podczas zrzucania cum, w trakcie rzucania z pokładu na ląd i odwrotnie życzeń powodzenia, wspaniałej pogody i owocnej wyprawy, zza pleców marynarzy wynusunął się on – Pan H.

– Witaj Adrian, jestem. – szepnął Pan H.

– Tak będzie lepiej. – odrzekł Adrian.

***

Zanim przejdę do dalszych relacji z podróży, muszę wspomnieć, że w Zjednoczonych Emiratach Chattyckich powstała nowa szkoła wyższa, pierwsza szkoła prywatna w Federacji Al Rajn, a mianowicie Wezyrska Szkoła Wyższa. Wszytskie materiały zdobyte podczas wyprawy zostaną przesłane właśnie do niej, na chwałę Wezyra, Chattycji i nauki.

***

Kolejną wiadomością niech będzie fakt, iż SM podejmuje śledztwo dziennikarskie, które będzie dotyczyć tak zwanej „starej grupy” w Al Rajn, szczegóły omówimy w kolejnym numerze.

***

2 Komentarze

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Poczytaj mi jeszcze, Płynie Meduza płynie przez…, Taniec z władcami

Wypływamy!

Redakcja ‚Statku Meduzy’ z radością zawiadamia, iż dzięki uprzejmości JE Malika – al – Mulka rozpoczęła się pierwsza chattycka eksploracja naukowo – przyrodnicza. Dowiedzieliśmy się, że jej celem będzie wyspa Neverwerld, na której znajdowało się niegdyś państwo – Monarchia Neverwerld, rządzona przez Karola I Nevera. Po opuszczeniu kraju przez władcę, nastąpił okres anarchii. Próby ratowania wyspiarskiej państwowości podjął Adrian Trydencki (MSZ i MNiK Monarchii), jednak okazały się one niewystarczające i nie udało się zaktywizować obywateli. Do chwili obecnej organy państwowe są w znacznym stopniu rozłożone, nie ma na wyspie władzy centralnej i rządu. Ponadto, Szejk postanowił odszukać w archiwach dokumenty i akty na temat historii jego rodu, ja i ratować zapomnianą już w mikroświecie plantację herbaty neverwerldzkiej – „Herba thea”, która była jego własnością. Należy dodać, że na wyspie znajdują się również inne cenne i zbudowane przez Trydenckiego obiekty, min: Galeria Narodowa, Muzeum Narodowe, Filharmonia, etc. Eskapada chattycka nadzorowana właśnie przez Adriana ma ochronić wszystkie dobrodziejstwa kultury, nauki, sztuki, państwa i przyrody przed niszczeniem, zapomnieniem, pogłębiającą się degradacją oraz ochronić pokój w mikroświecie.  Poniżej zamieszczamy dekret Wezyra z dnia wczorajszego.

„Wyrażam zgodę na przeprowadzenie ekspedycji naukowo-przyrodniczej prowadzonej przez Jego Ekscelencję Szejka Adriana Trydenckiego herbu Windsdoor w celu pozyskania jak największej liczby informacji odnośnie ziem Monarchii Neverwerld oraz odzyskania dokumentów rodowych rodziny Windsdoor. Wyrażam również zgodę na sprowadzenie do kraju niezbędnych dla potrzeb nauki informacji na temat kultury i przyrody Monarchii Neverwerld. W celu realizacji misji oddaje pod komendę Szejka Adriana Trydenckiego Wezyrski Okręt Flagowy „Al-Mehhara”, nich mu dobrze służy i nigdy nie zawodzi. Pozwalam skompletować załogę niezbędną do badania wspomnianych terytoriów.

Udzielam błogosławieństwa Kapitanowi oraz załodze WOF Al-Mehhara i oczkujemy szybkiego powrotu do domu ze szczęśliwą nowiną.”

Wyprawa wypływa z portu dziś o o godzinie 12:00 czasu lokalnego.

Dodaj komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Poczytaj mi jeszcze, Płynie Meduza płynie przez…

Tworzymy nową epopeję!

Wspaniale! Wreszcie ktoś wpadł w Federacji Al Rajn na genialny pomysł ożywienia kulturalno – obywatelskiego. Szanowny Ekscelencja Mulk w całym swym dostojeństwie rozpoczął prace nad nową Rajńską Powieścią Narodową. Ten zryw geniuszu, który bardzo rzadko, a właściwie nigdy Go nie opuszcza, zaktywizował Rajńczyków. Statek Meduzy pozwoli sobie opublikować to co obywatele napisali do tej pory.

Wschodzące słońce obudziło go niczym, piejący o świcie kogut. Niemniej jednak koguta w pobliżu nie było. Azziz przetarł oczy i ujrzał pobojowisko na którym jeszcze wczoraj przyszło mu walczyć z wojskami Rotryjskim. Sprawdził czy jest cały. Był cały. Długo nie czekał, ociężale podniósł się z trawy, zabarwionej czerwienią krwi i powędrował do pobliskiej wioski. Nad jego głową krążyły złowieszczo czarne kruki, przeraźliwe kracząc. Zmęczony mężczyzna wlokąc noga za nogą po przeoranej mieczami, lancami i toporami ziemi, ziemi która niegdyś należała do niego, z dziada pradziada. Niegdyś żyzne pola i pastwiska zamieniły się w świadków wojny i hańby armii. Prowadząc rozmyślania Azziz dotarł do wioski, nad którą górował olbrzymi klasztor z dzwonnicą. Z wielkiej starej i zakrzywionej dzwonnicy na kilometr dobiegało bicie wielkiego złotego dzwonu. Dzwon ów został wykonany po wytopieniu go u miejscowego ludwisarza ze złotych zębów wiernych, którzy w dobie panowania Wielkiego Sułtana oraz wszechmocnego Strażnika cnót wszelakich nie byli wstanie zaoferować niczego więcej. Niegdyś dzwon bił na chwałę narodu, chwałę zwycięstw, chwałę wodzów. Dziś było inaczej. Bił ciszej najpierw jakby prosząc o antencję, potem jakby błagalnie o pomoc, ratunek. Azziz liczył iż spotka tu niedobitki Rajńskiej armii, przeliczył się. Najwidoczniej wszystkich wybito co do nogi. Z całej zawieruchy pamięta że bito gęsto i srogo. Pamięta że sam bił srogo wszystkich którzy jechali w przeciwną stronę niż jego koń… jego zadumę przerwał nagle przerwała rudowłosa, niewiasta przypominająca lokatorki podmiejskich zamtuzów. Tajemnicza rudowłosa, piwnooka niewiasta w średnim wieku, o długich ponętnych nogach, które wydawały się być na 2/3 jej wzrostu. Znana była w okolicy nie z imienia czy wyglądu twarzy, który zawsze skrywał punikel długich i gęstych włosów, lecz z okrucieństwa, spisków oraz swojej przepiegłości. Była to kobieta demoniczna na której widok niejeden potencjalny szarak popuściłby ze strachu w galoty. Azziz jako jedyny mężczyzna nie bał się rudowłosej Dali i regularnie w niedzielne popołudnia przyjmował jej zlecenia na unicestwienie każdego kto miał nawet najmniejsze szanse aby pozbawić ją wpływów. Tego dnia żar lał się z nieba choć zegar na dzwonnicy wskazywał wpół do czwartej popołudniu. Słońce niemiłosiernie paliło bruk, po którym mężczyzna ciężko stąpał. Kurz unoszący się w powietrzu przyklejał się do krwawiących ran, ból doprowadzał Azziza do furii. Zrzucona na pobojowisku zbroja odsłaniała teraz poszarpane i postrzępione ciało, które próbowało się skryć za marnym odzieniem z lnu. „

 








1 komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Cooltura, Poczytaj mi jeszcze