Tag Archives: kultura

Idylla?

Podobno się z wami ‚wożę’, ale co z tego?

Powiem wam, że jestem z tego dumny. Z kogo? Z RSiT!

Tak Moi drodzy, według mnie i Meduzy kraj ten jest ostatnią ostoją aktywności. Mnóstwo pomysłów, idei wyrasta w każdym mieszkańcu, każdy obywatel chce pomóc w umacnianiu prestiżu swojej ojczyzny. Stosunek do obcokrajowców jest o niebo lepszy niż w innych państwach. Rząd działa w każdej dziedzinie, nie jest uśpiony, nie pozoruje, robi to co może, by utrzymać RSiT na wysokim poziomie.

Nie będzie przesiąkało pychą, gdy powiem, że RSiT to stolica kultury w vświecie! Niezliczone liczby szkół, gazet, innych periodyków, galerie, akademie, uniwersytety  i laboratoria. Dyskusje na poważne tematy, często polityczno-filozoficzne stoją na porządku dziennym. Niesłychana otwartość na wszelkie nova w świcie, sprawia, że nacja jest jedną z najbardziej nowoczesnych. To tam poznałem wielu świetnych ludzi.

Szkoda tylko, że „wielkie” KS nie docenia swojego głównego „mniejszego” partnera.

VIVAT RSiT!

2 Komentarze

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Poczytaj mi jeszcze, Płynie Meduza płynie przez…, Taniec z władcami

Cześć Svensson!

Dziś  w samo południe postanowiłem polecieć neverwerldzkimi liniami lotniczymi do Samundy. Wysiadłem, wokół mnie pełno tobołków, klamotów, walizek, kufrów i skrzynek. Patrzę na zegarek 15:32, ponad trzy godziny lotu. Stoję na lotniku i stoję, czekam i czekam. Nagle widzę w oddali, jakieś poruszające się sylwetki, które zmierzają w moją stronę. Kolana zarzucają na brody, chyba nie da się wyżej.

Czarny tłum zbliża się. Dzwoni telefon.

– Yes?

– Cześć Adrian, to ja Svensson biegnę już do Ciebie.

– ……. <<cisza>>

– Okej – rzuciłem sam do siebie.

W mgnieniu oka cała masa wojowników odzianych w uniformy piechoty przeciwpancernej niosąca na ramionach niejakiego Svenssona dobiegła.

Svensson człowiek pokaźny, barczysty z zarostem na twarzy. Na piersi pięć kilogramów złota i drugie tyle srebra w postaci odznaczeń, kolorowych pasków i antylopek.

– Dziękuję chłopcy – krzyknął do czarnej masy za plecami.

– Mgfklp ksdnam askod – usłyszałem w obcym języku.

– Adrian, co Cię do nas sprowadza? – przyjacielsko uścisnął mi rękę,

– <<zadajesz głupie pytania Svensson, przecież Twoje zaproszenie, przemknęło mi przez myśl>> …yyyy… zagrożony gatunek antylopy muszę uwiecznić na zdjęciu dla JW Sułtan.

– No, tak….czy zabrałeś ze sobą….

– Tak mam wszystkie kosmetyki z filtrem UV – przerwałem – Mimo wszystko miło Cię widzieć.

– Wzajemnie – odparł zmieszany – To co jedziemy?

– Najpierw muszę to zostawić – ironia sączyła się z każdego słowa.

– No tak, no tak.

Svensson i jego charakterystyczny gest. Mówienie „no tak, no tak” i drapanie się po zarośniętej brodzie. Symbol zakłopotania, radości, nieszczęścia, wyraża wszystko.

– <<Trzask, trzask, drzwi od auta zamknięte>> Wiesz muszę Ci, wszystko odpowiedzieć ….-<<tutaj zaczyna się ciekawa historia o polowaniu na żyrafy, puścimy ją Drogi Czytelniku mimo uszu>> Kolejna cecha – gada non stop, jest jak karabinek maszynowy. Jest to całkiem miłe, bo przynajmniej nie mam czasu się nudzić. – RON to zaraza, nie dają mi dojść do słowa, a wszystkie moje teksty są objęte cenzurą….

– Słyszałem. Popatrz, jaki piękny słoń!

– Bo, w RONie….

– Svensson jesteśmy na miejscu, idę po aparat.

***

A właśnie, że będę pisał to co myślę. OO!!

Dodaj komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Płynie Meduza płynie przez…, Taniec z władcami

Tworzymy nową epopeję!

Wspaniale! Wreszcie ktoś wpadł w Federacji Al Rajn na genialny pomysł ożywienia kulturalno – obywatelskiego. Szanowny Ekscelencja Mulk w całym swym dostojeństwie rozpoczął prace nad nową Rajńską Powieścią Narodową. Ten zryw geniuszu, który bardzo rzadko, a właściwie nigdy Go nie opuszcza, zaktywizował Rajńczyków. Statek Meduzy pozwoli sobie opublikować to co obywatele napisali do tej pory.

Wschodzące słońce obudziło go niczym, piejący o świcie kogut. Niemniej jednak koguta w pobliżu nie było. Azziz przetarł oczy i ujrzał pobojowisko na którym jeszcze wczoraj przyszło mu walczyć z wojskami Rotryjskim. Sprawdził czy jest cały. Był cały. Długo nie czekał, ociężale podniósł się z trawy, zabarwionej czerwienią krwi i powędrował do pobliskiej wioski. Nad jego głową krążyły złowieszczo czarne kruki, przeraźliwe kracząc. Zmęczony mężczyzna wlokąc noga za nogą po przeoranej mieczami, lancami i toporami ziemi, ziemi która niegdyś należała do niego, z dziada pradziada. Niegdyś żyzne pola i pastwiska zamieniły się w świadków wojny i hańby armii. Prowadząc rozmyślania Azziz dotarł do wioski, nad którą górował olbrzymi klasztor z dzwonnicą. Z wielkiej starej i zakrzywionej dzwonnicy na kilometr dobiegało bicie wielkiego złotego dzwonu. Dzwon ów został wykonany po wytopieniu go u miejscowego ludwisarza ze złotych zębów wiernych, którzy w dobie panowania Wielkiego Sułtana oraz wszechmocnego Strażnika cnót wszelakich nie byli wstanie zaoferować niczego więcej. Niegdyś dzwon bił na chwałę narodu, chwałę zwycięstw, chwałę wodzów. Dziś było inaczej. Bił ciszej najpierw jakby prosząc o antencję, potem jakby błagalnie o pomoc, ratunek. Azziz liczył iż spotka tu niedobitki Rajńskiej armii, przeliczył się. Najwidoczniej wszystkich wybito co do nogi. Z całej zawieruchy pamięta że bito gęsto i srogo. Pamięta że sam bił srogo wszystkich którzy jechali w przeciwną stronę niż jego koń… jego zadumę przerwał nagle przerwała rudowłosa, niewiasta przypominająca lokatorki podmiejskich zamtuzów. Tajemnicza rudowłosa, piwnooka niewiasta w średnim wieku, o długich ponętnych nogach, które wydawały się być na 2/3 jej wzrostu. Znana była w okolicy nie z imienia czy wyglądu twarzy, który zawsze skrywał punikel długich i gęstych włosów, lecz z okrucieństwa, spisków oraz swojej przepiegłości. Była to kobieta demoniczna na której widok niejeden potencjalny szarak popuściłby ze strachu w galoty. Azziz jako jedyny mężczyzna nie bał się rudowłosej Dali i regularnie w niedzielne popołudnia przyjmował jej zlecenia na unicestwienie każdego kto miał nawet najmniejsze szanse aby pozbawić ją wpływów. Tego dnia żar lał się z nieba choć zegar na dzwonnicy wskazywał wpół do czwartej popołudniu. Słońce niemiłosiernie paliło bruk, po którym mężczyzna ciężko stąpał. Kurz unoszący się w powietrzu przyklejał się do krwawiących ran, ból doprowadzał Azziza do furii. Zrzucona na pobojowisku zbroja odsłaniała teraz poszarpane i postrzępione ciało, które próbowało się skryć za marnym odzieniem z lnu. „

 








1 komentarz

Filed under Co słonko widziało – Meduza usłyszała, Cooltura, Poczytaj mi jeszcze